Zapomniany naród

Zapomniany Naród Herb

Łużyce, zajmujące dziś powierzchnię 20 tys. km², historycznie dzielą się na dwie części, równoznaczne z podziałem językowym. Górne Łużyce skupione są wokół 30 tysięcznego Budziszyna. Dolne zajmują północną część Łużyc z głównym miastem Chociebuż. Populację Serbołużyczan określa się na ok. 70 tysięcy, z czego większość zamieszkuje tereny Górnych Łużyc.

Cała ich historia, sięgająca przełomu V i VI wieku to dzieje oporu stawianego żywiołowi germańskiemu. Jednym z pierwszych plemion, które osiedliły się na tym obszarze, byli Milczanie. Odnaleźli tutaj doskonałe warunki rozwoju: żyzną glebę i umiarkowany klimat. Rozwojowi gospodarki sprzyjała lokalizacja Łużyc na szlaku handlowym, wiodącym z Frankfurtu przez Kraków do Kijowa. Utracili samodzielność w 990 roku. Podczas hucznej biesiady, wyprawionej przez margrabiego Gerona 30 zaproszonych książąt słowiańskich zostało podstępnie zgładzonych. Potem nie było lepiej. Na przełomie XIII i XIV wieku stopniowo wprowadzony zostaje zakaz używania języka rdzennej ludności Łużyc. Kolejnym ciosem były represje państwa pruskiego, zapoczątkowane 1875 r. Wprowadzono wtedy zakaz używania języka serbołużyckiego w szkołach. Nieprzejednanym wrogiem małego narodu był także Hitler. W roku 1937 zakazał istnienia serbskich organizacji, a 4 lata później wyrugowano język Serbołużyczan z liturgii w kościołach.

Serbowie i ich ziemia – Łużyce praktycznie od zawsze stanowili część Niemiec. Tylko dwa razy w swej historii podjęli oni poważną próbę stworzenia własnego państwa. Koniec I wojny światowej i związana z tym klęska Niemiec i Austro-Węgier, rosnący chaos w sytuacji międzynarodowej dawał im szansę, z której postarali się skorzystać.

Miasto Budziszyn, City of Budziszyn


22 grudnia 1918 Serbski Komitet Narodowy (animator serbskiego ruchu narodowego) wydał „Odezwę do Narodu Serbskiego”, w której po raz pierwszy zażądał stworzenia niezawisłego państwa Serbów Łużyckich. Nawiązując do deklaracji prezydenta Stanów Zjednoczonych Wilsona, która mówiła m.in. o prawie każdego narodu do decydowania o własnej przyszłości, łużyccy działacze ogłosili, że Serbołużyczanie są odrębnym narodem i jak każdy inny naród mają prawo decydować o własnym losie. Ponadto odezwa postulowała wniesienie sprawy łużyckiej na forum międzynarodowej konferencji pokojowej. Dla łużyckich działaczy sprawą pierwszorzędnej wagi była możliwość zaprezentowania ich stanowiska na konferencji pokojowej w Wersalu. Liczyli na poparcie Francji i innych państw Ententy. Niestety, wszystkie ich kalkulacje okazały się błędne. Dla Ententy sprawa łużycka w ogóle nie istniała a szanse na jej zaprezentowanie na forum międzynarodowym praktycznie równały się zeru. Pomoc z sąsiednich państw słowiańskich też nie była możliwa: Polska wciąż walczyła o swoje granice, zaś Czechosłowacja starała się grać łużycką kartą by wygrać sobie jakieś dodatkowe korzyści.

Przegrana batalia rozpoczęła nowy etap prześladowań wobec Łużyczan, których katastrofalnym finałem była II wojna światowa. W czasie działań wojennych na ziemiach łużyckich zginęło ok. 20 000 ludzi (spośród ok. 100 000), trzeba jednak pamiętać, że prześladowania zaczęły się znacznie wcześniej, tj. wraz z dojściem Hitlera do władzy w 1933 roku. W ciągu tych dwunastu lat faszystowskich rządów istniało niebezpieczeństwo, że Serbołużyczanie zostaną wyniszczeni doszczętnie. Hitler planował zagładę wszystkich Serbołużyczan. Gdyby wojna trwała kilka lat dłużej, dziś prawdopodobnie nie byłoby już Łużyczan.

Koniec wojny mimo okropnej traumy ożywił w zdziesiątkowanym narodzie aspiracje niepodległościowe.
Serbsko-Łużyckie Zgromadzenie Narodowe od samego początku optowało za oderwaniem Łużyc od Niemiec i przyłączeniem ich do Czechosłowacji. Memoranda wysłane do prezydentów Czechosłowacji i USA, oraz do Stalina wyraźnie wskazywały kierunek ich zainteresowań geopolitycznych. Usprawiedliwiano je racjami historycznymi, m.in. tym, że przez kilka wieków Łużyce należały do Królestwa Czech, ale też odwoływano się do wydarzeń świeżej daty – eksterminacji Łużyczan przez nazistów. Co ciekawe, te projekty były znane wcześniej czeskiej opinii publicznej, niż samym zainteresowanym – Łużyczanom. Niemniej opcja pro-czeska nie była jedyną: niektórzy liderzy preferowali pozostanie Łużyc w ramach Niemiec, inni znów opowiadali się za inkorporacją do Polski (gdyż Polska, po zmianie granic, stała się bezpośrednim sąsiadem Łużyc), jeszcze inni zaś – twardo obstawali za całkowitą niepodległością.

Polska opcja datowała się od okresu potajemnych kontaktów między niektórymi działaczami łużyckimi i polską Armią Krajową. Idea opierała się na pomyśle włączenia Łużyc do Polski na zasadach autonomicznego państwa. Miało ono jednocześnie stanowić barierę między Polską a Niemcami. Jedną z idei żywych w powojennej Polsce było stworzenie jednego, wielkiego państwa Zachodniosłowiańskiego pod polskim przewodnictwem, w skład którego wchodziłaby Polska, Czechy, Słowacja i Łużyce.

Opcja proniemiecka, z całkiem oczywistych względów, cieszyła się najmniejszym poparciem. Polegała ona na pozostawieniu Łużyc w ramach niemieckiego organizmu państwowego, ale pod kontrolą ONZ. Polska, Czechosłowacja i ZSRR w imieniu ONZ miałyby tę kontrolę faktycznie sprawować. Silnie popierana przez niemieckich komunistów i sprzyjający im Związek Radziecki właśnie ta opcja wzięła wkrótce górę nad innymi.
Dwa kraje – Czechosłowacja i Jugosławia – aktywnie wspierały sprawę łużycką, Polska pozostawała neutralna, oglądając się cały czas na ZSRR, zaś jedynym potencjalnym sojusznikiem na Zachodzie była Francja. Kraj ten był zainteresowany jak najdalej idącym osłabieniem Niemiec, więc mógł po cichu popierać dążenia separatystyczne Łużyczan.

Wielka Brytania dla odmiany, obserwując rosnącą potęgę i wpływy Związku Radzieckiego w Europie była zdecydowanie przeciwna osłabianiu Niemiec, zaś Stany Zjednoczone interesowały się tylko ekonomicznym potencjałem Łużyc, nie mieszając tego ze sprawami politycznymi.
Wiosną 1947 Francja ostatecznie zrezygnowała ze swojej polityki osłabiania Niemiec i przyłączyła się do bloku państw Zachodu, pod kierownictwem USA i Wielkiej Brytanii. Tym sposobem Serbowie Łużyccy znów zostali pozostawieni samym sobie, nie mając żadnych liczących się sojuszników ani na Wschodzie, ani na Zachodzie.

Utworzenie państwa łużyckiego miało swoje za i przeciw. Sytuacja geopolityczna po II wojnie światowej była znacznie lepsza, niż 20 lat temu: Łużyce graniczyły teraz od południa z Czechosłowacją a od wschodu – z Polską. Łużyce czyniłyby granice tych dwóch państw nieco bezpieczniejszymi. Łużyckie terytorium miało wynosić ok. 7000 km², czyli mniej niż 2 procent całego terytorium Niemiec. Na 800 000 mieszkańców miało ono mieć ok. 100 000 Słowian.

Największymi przeszkodami okazały się: mała liczebność narodu łużyckiego, rozsianego nieregularnie wśród masy niemieckiej, polityczna i ekonomiczna słabość oraz niemieccy przesiedleńcy z Polski i Czechosłowacji, którzy mogli skutecznie sabotować wszelkie wysiłki na rzecz stworzenia państwa łużyckiego. Okres istnienia NRD zapewnił Serbom formalne status quo, ale za cenę lojalności wobec socjalistycznego państwa.
W zjednoczonych Niemczech co prawda zostali umieszczeni obok Duńczyków w Szlezwiku-Holsztynie, Fryzyjczyków na północnym zachodzie kraju oraz Sinti i Romów w katalogu tych nielicznych uznanych w Niemczech mniejszości narodowych. Także konstytucje landów gwarantują im ochronę tradycji i kultury. W niemieckich krajach związkowych w Saksonii i Brandeburgii istnieją zapisy ustawowe dotyczące ochrony i popierania Serbołużyczan. Gwarancja praw mniejszościowych na szczeblu landu nie zmienia jednak faktu, że konstytucja RFN odrzuca kategorie przynależności państwowej i narodowej. W myśl prawa każdy obywatel RFN jest bowiem Niemcem nie tylko w sensie politycznym ale również narodowym, natomiast Łużyczanie chcieliby być traktowani jako obywatele niemieccy narodowości łużyckiej, podobnie jak Niemcy na Opolszczyźnie są uznawani za obywateli polskich narodowości niemieckiej.

Sprawa likwidacji przez lokalne władze nielicznych szkół serbołużyckich poddała w wątpliwość intencje Niemców w stosunku do tego narodu. Spór doprowadził do upublicznienia kwestii łużyckiej na forum międzynarodowym. Najpierw Rada Europy wytknęła Niemcom, że swoimi likwidatorskimi posunięciami w odniesieniu do serbołużyckiego szkolnictwa łamią normy określone w zaakceptowanym przez RFN Ramowym Porozumieniu Rady Europy w sprawie ochrony mniejszości z 1995 r. jak i w Europejskiej Karcie Języków Regionalnych i Mniejszościowych z 1992 r. W obronę łużyczan zaangażowali się także polscy parlamentarzyści, którzy wystosowali w marcu 2006 r. protest do władz Saksonii przeciw systematycznej likwidacji szkół serbołużyckich.

Branitz, Castle, Poland
CHOCIEBUŻ – Branitz, zamek


Problem przestrzegania praw łużyczan stał się też przedmiotem zainteresowania krajowych parlamentów Czech , Węgier i Serbii.
Niemcy konsekwentnie bronią się przed zarzutem dyskryminacji i planowej likwidacji kultury i narodu, obecnego na tych terenach od kilkunastu wieków. Jest jednak faktem, że nazywają Łużyczan pogardliwie mianem Eier-Mahler – „malarzy jajek” (od wielkanocnego zwyczaju malowania jajek), żądają od rdzennych mieszkańców by przy Niemcach nie mówić po łużycku, nawet gdy Łużyczanin rozmawia z Łużyczaninem, np. w urzędzie, choć język ten ma prawnie zagwarantowany status. Także zdominowane przez Niemców rady parafialne nie zgłaszają zapotrzebowania na łużyckie nabożeństwa.

Niewątpliwie Serbowie Łużyccy jeśli chcą przetrwać muszą dokonać wysiłku własnymi rękoma. Do tej pory wiele czynników przemawiało na ich niekorzyść: niewielka liczebność, przemieszanie z Niemcami, germanizacja, słabość i niesamodzielność ekonomiczna, zagrożenie ze strony wielkiego przemysłu niszczącego dotychczasową strukturę społeczno-narodową oraz brak nowoczesnej kultury, którą ograniczono do ludowego folkloru. Protesty przeciwko likwidacji szkół serbskich, posunięte nawet do rangi strajku szkolnego ( formy sprzeciwu niespotykanej w Niemczech) nie przynoszą wyraźnych efektów, mało tego plany saksońskich instytucji oświatowych zakładają likwidacje w roku 2008 kolejnych szkół łużyckich.
Jednak sam fakt rozgłosu wokół problemu ożywił nadzieje na uratowanie serbskiego dziedzictwa i przetrwanie w niemieckim otoczeniu. Ponadto szczególny nacisk położono na projekt WITAJ, który umożliwia już najmłodszym dzieciom metodą zabawy, uczyć się języka w przedszkolach. Projekt miał swój początek w roku 1998 z liczbą 14 dzieci w jednym przedszkolu a w roku 2004 już ponad 400 chodziło do 6 przedszkoli WITAJ oraz do13 dalszych grup WITAJ w Saksonii i Brandenburgii. Dodatkowo zauważalna jest swego rodzaju moda na Łużyckość którą daje się od pewnego czasu zauważyć u młodego pokolenia mieszkańców Łużyc. Powstała także pierwsza partia Łużyczan w RFN – Serbska Ludowa Strana (czyli Łużycka Partia Ludowa), której celem jest m.in. uratowanie języka i narodu łużyckiego oraz powołanie uniwersytetu serbskiego i 24 godzinnego radia łużyckiego. Wzoruje się na Partii Duńczyków, która zdobyła w ostatnich wyborach do Landtagu Szlezwiku-Holsztyna 3,6 proc. Głosów, co pozwoliło jej wprowadzić 2 przedstawicieli do lokalnego parlamentu. Pojawiają się niechętnie podejmowane pomysły utworzenia landu łużyckiego z części Saksonii i Brandenburgii.

„Byliśmy, jesteśmy, będziemy” – taki napis widniał w 2003 r. na krzyżu poświęconym i ustawionym naprzeciwko zamykanej szkoły Chróścicach (Crostwitz) koło Budziszyna w ostatnim dniu jej istnienia, przez ludzi dla których sprawa zamknięcia tutejszej szkoły średniej to sprawa narodowa, a nie zwykły problem administracyjny.

To czy przetrwają w ograniczonym stopniu zależy od przyjaznych im europejskich polityków, stowarzyszeń i ludzi dobrej woli w sąsiednich krajach.
Tysiąc lat temu praktycznie całe wschodnie Niemcy zamieszkane były przez plemiona słowiańskie. Albo przezwyciężą własną niemoc, apatię i izolacje lokalnej administracji niemieckiej i przetrwają, albo podzielą los Słowian Połabskich i nieistniejących już słowiańskich Obodrytów, którzy jeszcze w XVIII wieku zamieszkiwali enklawy wokół Hanoweru.

Maciej Szepietowski
www.stosunki.pl