Kanałami ze Starówki do Śródmieścia

Warszawa

 

Warszawa1 września 1944 r. rano, po nieudanej próbie poprzedniej nocy przebicia się ze Starego Miasta do Śródmieścia, byliśmy pewni że nie pozostanie nam nic innego, jak tylko zostać na Starówce i bić się z Niemcami do ostatniego. Byliśmy zupełnie odcięci i okrążeni. Po 33 dniach walk na obszarze utrzymanym przez nas pozostało tylko kilka bloków mieszkalnych w których wszystkie budynki były zniszczone, albo przez naloty, artylerię lub przez ogień. Zdziesiątkowane, nieudaną próbą przebicia, oddziały powróciły do swoich poprzednich stanowisk i barykad, zabierając swoich rannych i grzebiąc zabitych.

 

Sytuacja była krytyczna. Wreszcie , gdzieś około godz. 21-szej płk. „Wachmowski” otrzymał od dowódcy Okręgu rozkaz opuszczenia Starówki i wydał do wszystkich pozostałych oddziałów rozkaz rozpoczęcia i porządku ewakuacji. Porządek ten był ustalony tak, aby oddziały odskakiwały obronnie od swych pozycji o określonych godzinach, podchodziły do włazu w małych grupach, które miały otrzymać wyznaczonych przewodników. Porządek ewakuacji ustalał również, że pierwsi szli ranni, potem część ludności cywilnej, a następnie oddziały powstańcze bez broni (w tym około 150 niemieckich jeńców) i na końcu szły grupy oddziałów z bronią. Ostatnie grupy oddziału osłonowego „Gozdawa” schodziły do kanału 2 września między godz. 14:30 a 16-tą. Niemcy znajdowali się już wówczas około 50 metrów od włazu.

Wśród świstu kul i wybuchów pocisków doskakiwaliśmy do otworu pojedynczo, gdyż tylko jedna osoba mogła wejść i zmieścić się we włazie. Schodziło się w dól po metalowej drabinie, chyba jakieś 5 do 6 metrów, wchodząc na samym spodzie w owalny kanał wysokosci, moze półtora metra, w który aby wejść trzeba było się pochylić. I tak szlismy, jeden za drugim, w kierunku południowym pod ulicą Miodową do Krakowskiego Przedmieścia. Początkowo szlismy w mazi błotnej na spodzie kanału, w niektórych miejscach prawie do kostki, w zupełnej ciemności starając się nie pośliznąć i utrzymać łączność dotykając albo trzymając się pasa jeden drugiego. Przed wejściem do kanału byliśmy uprzedzeni przez specjalne przewodniczki aby nie odzywać się, nie robić hałsu gdyż przechodzić będziemy pod włazami na terenie opanowanym przez Niemców, gdzie były już wypadki wrzucania przez nich granatów, gdy usłyszeli jakiekolwiek szmery lub odgłosy przesuwających sie na dole powstańców. Kanały były używane podczas Powstania przez specjalnie przeszkolone łączniczki i kurierki do przenoszenia rozkazów, meldunków i innych wiadomości. Poza tym były tam także zainstalowane druty dla łączności telefonicznej.

Szliśmy więc powoli, przystając bardzo czesto, gdyż przewodniczki idące na czele zatrzymywały się przed dojściem do włazów i same, ostrożnie, jak najciszej przechodziły najpierw pod nimi i dopiero po ich przejściu przechodziła, również powoli, reszta maszerujących w kanale. To był najtrudniejszy i najbardziej wyczerpujący odcinek marszu., gdyż kanał znajdował się pod ulicą Miodową, całkowicie opanowaną przez Niemców. Posuwanie się w pozycji pochylonej i w dodatku z bronią było bardzo trudne. Czasami ktoś ranny pośliznął się i trzeba go było podnosić i pomagać mu. Niektórzy niecierpliwili się i obawiali, że stracą łaczność i zabłądzą w ciemnościach. Inni, wyczerpni nerwowo i fizycznie, krzyczeli i trzeba ich było uspokajać, czasami nawet siłą.

Doszliśmy wreszcie do połączenia, tego niskiego kanału, z dużym kanałem – burzowym, i tu można już było się wyprostować, a poza tym było w nim znacznie suszej. Dostaliśmy wiadomość, od przodu, że mamy zdwoić ostrożność i ciszę, gdyż włazy do tego kanału są większe i niektóre podobno obstawiane psami. Liczyliśmy jednak na fakt, że było już późno i ostrożność Niemców będzie poważnie zmniejszona.

Niemniej posuwaliśmy się wolniej niż przedtem aby robić jak najmniej hałasu. Odpoczywaliśmy też częściej. Przewodniczki znały trasę doskonale. Po 3 godzinach dalszego marszu znaleźliśmy się pod włazem na ulicy Wareckiej, przez który widać było niebo i słychac polskie głosy powstańców ze Śródmieścia, którzy czekali by pomóc nam przy wyjściu z kanału. Wychodzilismy na zewnatrz potwornie zmęczeni ale i zdumieni widząc ….. drzewa jeszcze pełne liści i całe szyby w oknach budynków, czego nie widzieliśmy już od paru tygodni na Starówce. Była też jeszcze i bieżąca woda na niektórych kwaterach, prawdziwe łóżka, materace i żywność. Co za luksus !! Odpoczynek trwał tylko kilka dni gdyż otrzymaliśmy nowe przydziały, by trwać dalej w walce z wrogiem.

Nigdy nie zapomnę tego podziemnego marszu ku wolności. Kanały warszawskie zaważyły o losach życia i śmierci ponad 5000 powstańców, z którymi zdążyło przejść również kilka tysięcy ludności cywilnej.

Prawda o Powstaniu Warszawskim, a tym samym o walkach na Starówce, była tłumiona i zafałszowana przez władze komunistyczne PRL’u przez 30 lat. Dopiero, dzięki ciągłemu ujawnianiu faktów i kłamstw przez Legalny Rząd Polski w Londynie, przez Radio Wolna Europa i przez wszystkie polskie środowiska kombatanckie na uchodźstwie, 2 września 1974 roku została odsłonięta, na ścianie odrestaurowanego budynku Archiwów Sądów, naprzeciwko pamiętnego włazu, skromna, blaszana tablica z następującym napisem:

kanaly
„Tym kanałem po bohaterskiej obronie Starego Miasta – Starówki przeszło do Śródmieścia i na Żoliborz 5366 powstańców Grupy Północ.

Marian Dobrowolski
Coronado, California
mdobrowolski@hotmail.com