Dwa pożary kościoła na krakowskim Zwierzyńcu i wielka nadzieja parafian

Kościółek na Woli JustowskiejNajświętszej Maryi Panny Królowej Polski, zanim nastąpiły podpalenia.

 

Korespondencja z Polski

Autor: Ania Navas

 

Wola Justowska to pełne zieleni willowe osiedle wchodzące w skład krakowskiej dzielnicy Zwierzyniec. Jest to jeden z najbardziej atrakcyjnych terenów mieszkaniowych położonych w Krakowie, a także miejsce rekreacji i wypoczynku licznie odwiedzane przez krakowian i przybyszy z innych stron.

 

Wieki temu obszar ten się nazywany był Wolą Chełmską i stanowił własność rodów Chełmskich i Kmitów. Około roku 1528 ówczesną wieś kupił Justus Ludwik Decjusz – dyplomata, historyk i sekretarz króla Zygmunta I Starego. Od jego imienia przyjęła się pierwotna nazwa Wola Decjuszowa, a następnie Wola Justowska. Na tym terenie znajduje się Park Decjusza, a w nim renesansowa Willa Decjusza. Wznosił się tu też drewniany zabytkowy kościół pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski.

 

Zabytkowy kościół, którego początki sięgają połowy XVI wieku, został przeniesiony z Komorowic koło Bielska na Wolę Justowską w 1948 r. Dzięki staraniom parafian i księży do drewnianej świątyni trafiło wiele cennych obiektów sztuki sakralnej. Jej wnętrze zostało również wykorzystane do nakręcenia w 1973 roku jednej ze scen słynnego filmu fabularnego „Potop” na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza w reżyserii Jerzego Hoffmana.

 

Niestety dalsze losy tego wyjątkowego kościoła zostały naznaczone dwoma tragicznymi wydarzeniami. Pierwsze z nich miało miejsce w nocy z 13 na 14 lipca 1978 roku, kiedy to doszło do podpalenia zabytkowej świątyni.

 

W wyniku pożaru kościół został kompletnie zniszczony.

Spłonęły również cenne obrazy i rzeźby z wnętrza świątyni. Była to niepowetowana strata dla kultury polskiej. Tym większa, że kościółek stanowił część tzw. Zespołu Architektury Drewnianej na Woli Justowskiej i znajdował się na szlaku zabytkowych budowli drewnianych Małopolski. W skład tego zespołu wchodzą również: pochodzący z XVIII wieku spichlerz z Trzyciąża oraz karczma z Pasieki koło Czernichowa, pełniąca obecnie rolę plebanii. Sąsiaduje z nimi pochodzący z XIX wieku spichlerz z Soboniowic.

 

Pomimo powszechnego odczucia żalu i smutku po pożarze natychmiast wśród parafian i duszpasterzy zrodziła się idea odbudowy kościoła. Nie było to łatwe przedsięwzięcie. Oprócz problemów finansowych oraz trudności ze zdobyciem materiałów na budowę (postanowiono zastosować wyłącznie drewno modrzewiowe i dębowe – bardzo trudno dostępne w tych czasach) pojawiły się także problemy natury politycznej. Jesienią 1978 r. Wydział ds. Wyznań usiłował udaremnić odbudowę kościoła. Na szczęście wybór metropolity krakowskiego Kardynała Karola Wojtyły na papieża oraz przemiany polityczne w Polsce spowodowały, że obudowa świątyni stała się możliwa. Warto dodać, że ks. Kardynał Karol Wojtyła trzy miesiące przed wyborem na papieża gościł w parafii na Woli Justowskiej i zgodził się na odbudowę drewnianego kościoła.W dniu 8 maja 1983 r. uroczystego poświęcenia trzech nowych dzwonów kościelnych dokonał ks. Kardynał Franciszek Macharski. Wiernie odtworzono charakterystyczną wieżę kościoła a także zdecydowano się na ustawienie jego drewnianej struktury na murowanej krypcie. …„Zniknął kościół, przestał bić dzwon, ale jak widać serca tutejszych parafian nie przestały bić wiarą, nadzieją i miłością” – powiedział wzruszony ks. proboszcz Stanisław Kolarski.

 

W roku 1984 roku odbyła się konsekracja odbudowanej świątyni. Wielkich starań i nakładów finansowych wymagało też wyposażenie wnętrza. Ołtarz w krypcie dolnej przedstawiający scenę Zwiastowania to dzieło, a zarazem dar prof. Bronisława Chromego. Cenny XVIII-wieczny obraz Matki Boskiej Loretańskiej, który został przekazany parafii przez doc. Stanisława Weissa stanowił dar rodziny Kęsków z Kalwarii Zebrzydowskiej. Pani Józefa Swoboda z Chicago ufundowała główny ołtarz. Kilkunastu krakowskich ogrodników i rzemieślników złożyło ofiarę na dalsze wyposażenie kościoła. Wielu innych wiernych poświęciło swój czas, wysiłek i umiejętności, aby mimo wielu przeciwności kościół stanął ponownie. Nad odbudową drewnianej świątyni pracowali cieśle z Kościeliska na Podhalu. Po rekonstrukcji świątyni rezultat był imponujący i stanowił prawdziwą dumę parafii.

Radość z odbudowy nie trwała jednak długo. Kościół został podpalony po raz drugi w nocy z 5 na 6 kwietnia 2002 roku. Osiemdziesięciu strażaków usiłowało wszelkimi siłami ratować świątynię. Niestety mimo ich poświęcenia, kościół spłonął doszczętnie. Tym razem tragicznego podpalenia dokonał młody satanista, który dopiero po 11 latach został zatrzymany, a następnie skazany za ten czyn na karę dwóch lat pozbawienia wolności i grzywnę w wysokości 100 tysięcy złotych.

Podpalacz oblał drewnianą świątynię oraz sąsiadujący spichlerz z Soboniowic łatwopalną substancją. Budynek kościoła uległ całkowitemu zniszczeniu, tak samo jak jego cenne wyposażenie. Ocalała jedynie murowana krypta pod kościołem, która od 2002 r. służy parafii na potrzeby sprawowania kultu. Ze zgliszczy udało się wynieść jedynie zniszczone monstrancje i tabernakulum. Ocalał również wizerunek ojca Marii Maksymiliana Kolbego. Obraz znajdował się poza kościołem, w renowacji. Spłonęły XVIII-wieczne organy z Wiśnicza, XVII-wieczne obrazy i rzeźby, drewniane ołtarze i figury, trzy dzwony, dwie tablice z wotami ze złota i srebra.

 Kościół po drugim podpaleniu. Żródło: archiwum parafii.

 

W obliczu ogromu zniszczeń naturalną reakcją ludzką jest żal i rozgoryczenie, zniechęcenie, poczucie bezsilności i beznadziei. Pewnie na tym skończyłaby się historia istnienia tego pięknego, choć tak okrutnie potraktowanego przez nienawistnych podpalaczy, drewnianego kościółka, gdyby nie wyjątkowo silna wiara i niezłomna wola wiernych tej parafii i jej duszpasterzy, którzy podjęli dzieło budowy nowej świątyni .

 

Starania o odbudowę kościoła i tym razem okazały się wyjątkowo trudne. Część miłośników zabytków pragnęła odbudowy kościółka w jego pierwotnej, drewnianej formie. Większość parafian wolała jednak kościół murowany, który nie mógłby tak szybko ulec zniszczeniu w przyszłości. Już po pożarze świątyni pojawiały się bowiem groźby, że w przypadku odbudowania drewnianego kościoła zostanie on ponownie spalony.

  Konstrukcja wieży kościoła przygotowana. Czerwiec 2017. Foto: Ania Navas

 

Zwyciężyła kompromisowa wersja odbudowy świątyni o charakterze drewniano-murowanym. Ostateczna koncepcja przedstawiona przez firmę Archiland s.c. i prof. Aleksandra Böhma została zaakceptowana zarówno przez kurię, jak i konserwatora zabytków. W lipcu 2015 r. parafia otrzymała pozwolenie na budowę kościoła. Już po jego uzyskaniu i rozpoczęciu budowy były podejmowane próby zakwestionowania pozwolenia i wstrzymania budowy, ale ostatecznie w kwietniu 2017 r. zapadły korzystne dla parafii rozstrzygnięcia kończące prawną walkę o odbudowę kościoła.  

 Obecna odbudowa kościoła. Czerwiec 2017. Foto: Ania Navas

 

Pojawiły się jednak problemy finansowe, ponieważ – mimo ofiarności wiernych – nie udało się zgromadzić wystarczających środków na dokończenie budowy i wyposażenie wnętrza świątyni. Starania o odbudowę – bardziej bezpiecznej i odpornej na zagrożenia np. pożarowe – świątyni łączą się bowiem z koniecznością poniesienia wydatków większych niż w przypadku standardowych rozwiązań.

Ks. Proboszcz Roman Łędzki w krypcie pod odbudowywanym kościołem, gdzie obecnie odbywają się Msze Św. W tle ołtarz autorstwa prof. Bronisława Chromego, ofiarowany dla parafii przez artystę. Foto: Ania Navas.

 

Proboszcz parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, ks. Roman Łędzki nie traci jednak nadziei. Opowiada, że – zgodnie z projektem architekta prof. Aleksandra Böhma – dolna partia świątyni będzie murowana, natomiast wyżej będzie można zobaczyć kopię budowli drewnianej, która tu stała.

Więźba dachowa jest z drewna klejonego sprowadzonego ze Skandynawii i zapuszczonego odpowiednimi, odpornymi na ogień środkami. Przewidziano obłożenie deskami górnej części kościoła oraz blachogont, który wygląda jak drewniany, a jest znacznie trwalszy i odporny na pożar. Zainstalowane też zostaną zabezpieczenia przeciwpożarowe i system monitoringowy.

 

Jest już gotowa bryła kościoła i w części kościelna wieża. Łącznie z krzyżem, który znajdzie się na szczycie, będzie miała ok. 33 metry wysokości. W przyszłości w tej wieży mają zawisnąć trzy dzwony. …„Przewidujemy, że będą miały mniej więcej po 200, 300 i 500 kilogramów. Poszukujemy teraz ofiarodawców, dzięki którym będą mogły powstać” – mówi proboszcz. Jednak nie tylko na ufundowanie dzwonów potrzebni są sponsorzy. Na sfinansowanie dalszej budowy potrzeba ponad 2,5 mln zł. Na stronie internetowej parafii można znaleźć wizualizację przyszłego kościoła z zachętą do wsparcia budowy. Są tam zaznaczone elementy i podane kwoty, jakich potrzeba na ich sfinansowanie. Każdy może dołożyć symboliczną cegiełkę do odbudowy tego pięknego, słynącego z licznych łask kościółka. Jakaż to będzie radość, kiedy świątynia zostanie konsekrowana i na nowo będzie mogła służyć nie tylko parafianom (obecnie około 5 tysięcy wiernych), ale też licznym odwiedzającym. Wola Justowska to jeden z najbardziej uroczych zakątków Krakowa i wielu ludzi planuje połączyć spędzenie niedzieli w pobliskim Lasku Wolskim z Mszą Św. w tym przepięknym miejscu.

 

Dotyczy to również przybyszy z innych krajów, którzy tak licznie odwiedzają latem Kraków i pewnie nawet nie wiedzą, że oprócz muzeów i zabytków w centrum mogą również odwiedzić to wyjątkowe miejsce z zabytkowym zespołem architektury drewnianej.

Przepiękne okolice odbudowywanego kościółka na Woli Justowskiej widziane z lotu ptaka. Autor: Robert Soja

 

Warto również nadmienić, że z elementów, które udało się odzyskać ze zgliszczy kościoła powstał krzyż, który został umieszczony na tzw. belce tęczowej wewnątrz świątyni. Po odnowieniu do kościoła trafi też ocalone cudem z pożaru tabernakulum. Jest również zamysł stworzenia z nielicznych belek, które ocalały z pożaru stacji Drogi Krzyżowej.

Od lewej: autorka artykułu: Ania Navas, proboszcz parafii, ks. Roman Łędzdzki oraz pani architekt Marzanna Radziszewska, członek Rady Parafialnej, która świadczy na rzecz parafii nieocenioną wręcz pomoc w zakresie prac architektoniczno-budowlanych, nadzorując proces inwestycyjny od 2011 r. Foto: Anna Krzyk

 

Na razie już z daleka widać nieukończoną jeszcze bryłę kościoła oraz wielki, stojący na zewnątrz misyjny krzyż, który przetrwał obydwa pożary i choć nadpalony i zniszczony, stoi mocno. „Stat crux dum volvitur orbis” – „krzyż stoi niewzruszenie, choć świat się kręci” – jak głosi motto ponad 1000-letniego Zakonu Kartuzów. Krzyż ten jest symbolem ducha parafii na Woli Justowskiej w Krakowie, która z niezłomną wiarą walczy po raz kolejny o odbudowę spalonej świątyni.

 

Krzyż powstały z ocalałych nadpalonych elementów kościółka. Jest symbolem wiary i zwycięstwa.

Foto: Ania Navas

 

Wszyscy, którzy chcą pomóc w odbudowie kościoła mogą dokonać wpłaty na rachunek:

Parafia Rzymskokatolicka NMP Królowej Polski w Krakowie Woli Justowskiej,

  1. Panieńskich Skał 18,

30-225 Kraków

Polska,

numer konta w USD – IBAN PL 69124014441787001074713502,

numer konta w PLN – SWIFT/BIC PKOPPLPW 65 1240 1444 1111 0010 1362 4182.

 

Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej:

www.budowakosciola.blogspot.com

http://www.parafia.justowska.info/

 Obecny widok odbudowy kościoła z lotu ptaka. Autor: Robert Soja

 

Od Redakcj: Ania Navas jest stałym korespondentem „nowego dziennika” w NY, USA.