Dialog przed lądowaniem w Chicago
Ona: Nawet mnie cieszy, że go znów zobaczę.
ON: Ciekawe, czy powita mnie znów płaczem!
Ona: Wydałam tyle, że już brak na alimenty…
ON: Bez kobiety, człowiek czuje się jak ,,podcięty”!
Ona: Chyba mu powiem, że musiałam cło zapłacić.
ON: Coraz trudniej przy Tobie się wzbogacić!
Ona Poprzednim razem stos butelek był w piwnicy.
ON: Muszę rozmawiać z sąsiadami z okolicy.
Ona: On, się nie przyznał do romansów z dziewczynkami…
ON: Pół karoserii wyklepałem z chłopakami!
Ona: Wciąż: po wakacjach, cztery jego karty spłacam.
ON: Na koncie czekowym” też pusto, do czego ja wracam?!
Ona: Ciekawe, czy pamiętał kwiatki i psa poić?
ON: Chybia się pomyliłem… W kasie zero stoi!
Ona: W lipcu przedsezonowo taniej futro kupię.
ON: W Wisconsin coraz chłodniej, już mnie w kościach łupie.
Ona: Dopiero w czas Christmas-u, etole założę!
ON: W najbliższym czasie, ani centa nie odłożę.
Ona: Może na ,,turka”, śniegi jak w Supraślu spadną?
ON: Z czego ja rent zapłacę? Ręce mi opadną…
Ona: Znów w tym miesiącu rent za Ciebie płacę!
ON: Zawsze to samo: ja – dla Ciebie nic nie znaczę?
Ona: Jeszcze te raty za auto, tickety…
ON: Wczoraj kupiłem funt wędliny i kotlety…
Ona: Insiura w dwa miesiące zapłacona.
ON: To okropne, jesteś jak moja własna żona!
Ona: Kiedy wreszcie naprawisz kran w łazience?
ON: Każdego męczy w „emigration” stać w kolejce!
Ona: Własnie, znów w pracy dzisiaj Cię nie było…
ON: Zmień ton, Twój głos mi chrapie tak niemiło.
Ona: Telefon dzwoni, odbierz, potem wyrzuć śmieci!
ON: A ja głupi, myślałem, by mieć z Tobą dzieci!
Ona: Sygnał jest wielokrotny, ktoś ,, się urwał z budki ”?
ON: Halo, tak, ja na rybki „piszę się” i łódki!
Ona: Znów na trzy dni beze mnie?
ON: Jutro: mamy pełnie!
Ona: Za co ja Cię tak kocham, dniami i nocami?
G Ł O S (z Niebios): Prosimy pasy zapiąć, O’Hare przed nami!
Stella Black, Chicago, 2003
Z ARCHIWUM MAGAZYNU “POLISH NEWS”