Nie daliśmy się zakorkować
Z Dariuszem Wójcikiem, byłym wicemarszałkiem Sejmu, rozmawia Marek Ruszczyński
– Jedni przekonują, że Polska znalazła się w najlepszym okresie w historii, że nigdy wcześniej lepiej nie było. Inni z kolei mówią, że państwo jest słabe i że zmarnowano szansę, jaka powstała po 1989 roku. Jakie jest Twoje zdanie?
– W obydwu założeniach byłbym ostrożny. Dałoby się znaleźć okres kilkudziesięcioletni, w którym Polska była na dobrej pozycji geopolitycznej. Rzeczywiście, takiego stanu bogactwa i dobrobytu ludzi Polska nigdy w swojej historii nie osiągnęła. Natomiast stan geopolityczny, biorąc pod uwagę trzydzieści parę lat, dałoby się znaleźć w historii Polski taki moment, w którym zagrożenia były równie małe, jak w ostatnim okresie.
Z kolei druga teza, że zmarnowaliśmy swoją szansę, to byłbym jeszcze ostrożniejszy, bo tego tak naprawdę nie wiemy. To się okaże dopiero za jakiś czas. Na pewno zostało popełnionych mnóstwo błędów i na pewno moglibyśmy się dzisiaj znaleźć w dużo lepszej sytuacji, gdyby nie te błędy. Potencjał na wykorzystanie szans był dużo wyższy, niż to w rzeczywistości dało się wykorzystać.
– Gdybyś miał wymienić, jakie rzeczy się udały a jakie nie, to co by to było? Po prostu, co zrobiono dobrze, a co źle?
– Zacznę od tych złych. Fatalną rzeczą było to, że nie dokonano głębszej dekomunizacji, szczególnie w systemie wymiaru sprawiedliwości. To był fatalny błąd. Także to, że zmarnowano ogromne możliwości i potencjał gospodarczy na początku lat 90., który można było wykorzystać dla lepszego startu Polski. Zmarnowano mnóstwo dziedzin przemysłowych, naukowych i rozwojowych. To na pewno również fatalny błąd. Ze złych rzeczy należy jeszcze wymienić to, że doszło do głupiej i strasznej polaryzacji, z której nie możemy się wykaraskać. I oddziałuje ona także na nasze strategiczne cele i strategiczne działania.
Na pewno wielu szans rozwojowych może nie zaprzepaściliśmy, ale opóźniliśmy. Było szereg systemowych błędów, przede wszystkim w obrębie służby zdrowia czy w obrębie nauki. Dotyczy to również działań prorozwojowych, jak choćby bardzo złe podejście do funkcjonowania startupów i funkcjonowania nowych technologii. To są wszystko rzeczy, które obciążają przeszłość.
Przejdźmy do dobrych rzeczy. W wielu dziedzinach zostały stworzone strategie, które są realizowane i dzięki temu, dzięki wielu innym elementom, gospodarka się rozwija, i to w najszybszym tempie w Europie. To są elementy, które pozwalają na wykrzesanie zdolności, sprytu i także dobrego podejścia biznesowego w społeczeństwie na rozwój firm. To jest dobre. I jeszcze jedna rzecz. My, jako większe państwo, zdywersyfikowaliśmy swoje działania gospodarcze, oczywiście dzięki ludziom, dzięki firmom. Przez ten cały okres, jeśli dochodziło do kryzysów, mieliśmy na tyle zdywersyfikowaną gospodarkę w różnych dziedzinach, że jeżeli któraś mocno oberwała, to pozostałe dawały szanse na dalszy wzrost gospodarczy i dalsze działanie państwa, coraz lepsze działanie państwa.
Z dobrych rzeczy należy wskazać na przykład na bardzo dobre podejście do emigracji i na szczęście obecny rząd – oczywiście pod wielką presją społeczną – również podtrzymał działania antyemigracyjne poprzedniego rządu.
Mamy bardzo dobry rozwój regionalny, wielkie inwestycje regionalne, strukturalne i strategiczne. Ale znowu, obecny rząd szereg z nich wypaczył lub wstrzymał, jednakże przez dziesiątku lat Polska zrobiła tutaj olbrzymi postęp. Na przykład cyfryzacja całych systemów gospodarczych i społecznych; w tym wyprzedziliśmy Niemcy. Niemcy są pod tym względem w stosunku do Polski po prostu zacofane. Jest wiele takich dziedzin, gdzie wyprzedzamy innych.
Oczywiście, było mnóstwo ograniczeń, głównie działania Komisji Europejskiej i Unii Europejskiej, szaleństwo ekologiczne, szaleństwo ideologiczne, nadregulacja – olbrzymia nadregulacja. Jeszcze na początku, po wejściu do UE, niestety, polskie władze chciały być bardziej papieskie niż sam papież. O ile niektóre rozporządzenia i dyrektywy unijne pozostawiały pewne marginesy, w których można było mniej lub więcej regulować na przykład określone dziedziny gospodarcze lub społeczne, to my chcieliśmy być bardziej europejscy niż Europejczycy i szliśmy po całości, przyjmując przepisy w najbardziej skrajnych widełkach. To funkcjonowało przez długi czas, co też nas ograniczało, ale w wielu dziedzinach – jak mówiłem – wyprzedzamy Zachód. Nie daliśmy się zakorkować w przeróżne ideologizmy, chociaż one nas też powstrzymywały (na przykład ETS, mam nadzieję, że ETS 2 nie wejdzie w życie), jak i te wszystkie elementy, które strukturalnie zatrzymywały możliwości Polaków w rozwoju przede wszystkim gospodarczym, ale także społecznym.
– Jakie są obecnie największe zagrożenia dla Polski?
– Największe potencjalne zagrożenie, to oczywiście zagrożenie wojenne, to jest Rosja. To jest zagrożenie egzystencjalne. Natomiast z innych zagrożeń, to sytuacja, w której nie zostanie przerwany idiotyczny pęd Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego, jeśli nie zostanie złamana przewaga w instytucjach europejskich lewactwa i szalonych działań na różnych poziomach. Począwszy od gospodarki, poprzez politykę społeczną czy zniewalanie religijne, ale nie tylko – poprzez zniewalanie pod każdym kątem. I to jest dla nas zagrożenie, w mniejszym stopniu także egzystencjalne, czyli dążenie do stworzenia państwa europejskiego. Jestem przekonany, że do tego nie dojdzie, ale na różne sposoby ci szaleńcy ideologiczni próbują to realizować. I to jest dla nas także olbrzymie zagrożenie. Mam nadzieje, że do 2029 r., kiedy są kolejne wybory do Parlamentu Europejskiego narody europejskie oprzytomnieją i po prostu zmienią radykalnie sytuację polityczną w UE.
– Czy dużo jeszcze zostało z komunizmu w życiu politycznym i takim codziennym w Polsce?
– Z takich przejawów, jakie były w PRL-u, to na szczęście niewiele. Przede wszystkim pozostali ludzie, którzy pokoleniowo kontynuują jakby działania swoich rodziców i dziadków. Najbardziej te działania można było zobaczyć w latach 90. głównie w biznesie, bo mieli pieniądze, bo się nakradli i panowali nad wieloma dziedzinami gospodarki. Ale to się już jakoś zmieniło i ułożyło. Natomiast bardzo groźne są koterie w systemach i zawodach prawniczych, w wymiarze sprawiedliwości, sędziowie, prokuratorzy i adwokaci; także w służbie zdrowia – klany rodzinne lekarzy. To wszystko tworzy potężny lobbing w celu zachowania swoich przywilejów. I to jest również bardzo, bardzo groźne dla całego systemu państwa.
Natomiast w pewnych dziedzinach społecznych i gospodarczych, to bym powiedział, że niektóre szaleństwa lewactwa są nawet większe i groźniejsze, na przykład wobec Kościoła, religii i katolicyzmu są jeszcze większe niż za komuny. Operują na wielu płaszczyznach i działają w sposób długoletni; te działania są rozpisane na wiele poziomów, wiele faz i wiele lat.
– Co było główną przyczyną tego, że Konfederacji Polski Niepodległej – silnej partii w parlamencie w latach 90. – nie udało się dłużej uczestniczyć w polityce?
– Były zasadniczo dwa momenty. Pierwszy, to sprawa teczek w 1992 r. Nie podzieliło to klubu parlamentarnego, ale zamęt jaki powstał doprowadził do znacznego osłabienia struktur Konfederacji w kraju. W związku z tym w następnych wyborach Konfederacja poniosła straty. Cała prawica poniosła straty i patrząc na to względnie, to jednak Konfederacja poniosła najmniejsze straty, co mogło dawać szanse do tego, żeby wyjść do przodu w następnych wyborach. Niestety, obawy wśród działaczy – głównie działaczy a nie struktur – o kierunek w jakim idzie Konfederacja, ale także – co tu dużo mówić – walka o władzę w partii, doprowadziło to wszystko do rozłamu. I było to kolejne osłabienie Konfederacji, które w zasadzie – przy powołaniu Akcji Wyborczej Solidarność – mówiło, że Konfederacja ma niewielkie szanse, aby wejść do Sejmu. Takim, moim zdaniem, gwoździem do trumny było wycofanie się czy nieprzystąpienie Konfederacji do AWS.
– Wyjaśnijmy tzw. sprawę teczek.
– Próba ratowania rządu Jana Olszewskiego była pomyślana tak, aby rozbić ugrupowania prawicowe, doprowadzić do rozbicia, załamania i przejęcia głosów w parlamencie, głównie KPN i PSL. To doprowadziło do zagrania bardzo nieuczciwego, kłamliwego i fałszywego, które nie obroniło rządu Olszewskiego, natomiast prawica straciła możliwość wpływania na losy państwa w tamtym okresie. I niestety, sprawy poszły w kierunku bardzo złym. Tak naprawdę prawica odrodziła się dopiero po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości, chociaż to pierwsze dojście było koalicyjne, więc prawica zaczęła rządzić dopiero przy drugich rządach PiS-u. Nigdy wcześniej prawica w Polsce nie rządziła. Przypominam, że rządy AWS-u były najpierw rządami koalicyjnymi z Unią Wolności, a następnie rządami mniejszościowymi, czyli trudno tutaj mówić o zintegrowanych i jednoznacznych rządach prawicowych.
– W Sejmie Antoni Macierewicz oskarżył przywódcę KPN Leszka Moczulskiego o bycie tajnym współpracownikiem SB.
– Z punktu widzenia KPN-u, to był jeden z elementów, który właśnie mocno zaszkodził Konfederacji. To oskarżenie było fałszywe, tak samo jak w stosunku do trzech innych działaczy KPN-u. Zresztą, większość tych oskarżeń wobec wielu ludzi z różnych ugrupowań okazała się zupełnie fałszywa.
Jest jeszcze jeden element. Przy powoływaniu nowego rządu, minister odpowiedzialny za służby specjalne przygotowuje zawsze listę osób – posłów, senatorów, nowych ministrów – których sprawdzał w archiwach i co jest na ich temat. Pierwszego takiego sprawdzenia dokonał Andrzej Milczanowski. Po całej sprawie z teczkami w komisji, w której pracach brałem udział – w komisji sejmowej, mającej sprawdzić jak to z tymi teczkami wyglądało – okazało się, że jest lista Milczanowskiego. A z kolei na liście Macierewicza wiele osób, które były na liście Milczanowskiego się nie znalazło. Chcę przypomnieć, że na liście Milczanowskiego znalazły się osoby, które były w rządzie Jana Olszewskiego – ministrowie i wiceministrowie, różni posłowie z koalicji, która wtedy rządziła. To wszystko doprowadziło do niezwykłego zamętu i tak naprawdę przekreśliło możliwość lustracji i dekomunizacji na następne dziesięciolecia.
– Dziękuję.
Rozmawiał: Marek Ruszczyński
(ur. 9 kwietnia 1961 w Chełmie) – polityk, działacz opozycji antykomunistycznej oraz wicemarszałek Sejmu I kadencji w latach 1991–1993, pełniąc tę funkcję z ramienia Konfederacji Polski Niepodległej (KPN). Był posłem na Sejm I, II i III kadencji. W okresie PRL należał do Niezależnego Zrzeszenia Studentów (NZS) i KPN, za co został skazany na 2 lata pozbawienia wolności w tzw. drugim procesie KPN w 1986 roku. Po 1997 roku działał w Klubie Parlamentarnym Akcji Wyborczej Solidarność, a od 1998 do 2002 roku był radnym sejmiku lubelskiego. W 2009 roku otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, a w 2024 roku został wyróżniony Krzyżem Wolności i Solidarności.
Fot.: archiwum