„Dr n. med. Krzysztof Zimmer – wybitna postać polskiej medycyny sportowej”

Zimmer

 

Zimmer A jak wyglądała organizacja Uniwersjad w innych miastach?

– Odwrotnie wyglądała sytuacja w Turynie, gdzie nie odczuwaliśmy ani ochrony, ani kontroli. Natomiast samo przygotowanie organizacyjne w Izmirze, Bangkoku czy Harbin, było perfekcyjne.  Z punktu widzenia medycznego obawiałem się Izmiru. Potężna impreza, 14 tys. uczestników, średnia temperatura wynosząca 35 stopni. Uprzedzaliśmy ekipy sportowe jak mają się przygotować, sami przywieźliśmy ze sobą mnóstwo medykamentów, żeby być gotowym na wszystko. Okazało się jednak, że Turcy byli przygotowani, i to znakomicie. Zaplecze medyczne było idealne, nie zabrakło oddanych sprawie lekarzy.

Na zdjęciu, Dr Krzysztof Zimmer na otwarciu Uniwersjady. Izmir-Turcja, 2005.  

Foto: www.awf.wroc.pl

Później mieliśmy kilka kłopotów medycznych ze sportowcami klasy światowej ale bez żadnych problemów udało się je rozwikłać. Nie wiem czy poradzilibyśmy sobie z nimi w Polsce, a już na pewno nie we Włoszech. W Turcji na rezonans magnetyczny czekaliśmy tylko 2 godziny, a po wyjściu ze szpitala czekała na nas telewizja. Świetne przygotowanie!

 W Bangkoku także stanęli na wysokości zadania?

– Przed przylotem do Bangkoku obawialiśmy się klimatu, strefy czasowej – wszystkiego. Okazało się, że niepotrzebnie. Cała wioska przeznaczona dla uczestników była zapleczem tylko jednego uniwersytetu, których w Bangkoku jest 11. Każdy z uniwersytetów ma własny stadion o wymiarach olimpijskich, kilka hal sportowych. W naszym kompleksie było 8 hal, każda do innej dyscypliny, w tym pełnowymiarowy basen i stadion lekkoatletyczny. Poradzili sobie także świetnie z ewentualnymi zatruciami , których zawsze się obawiamy na masowej imprezie. Doświadczenia z Polski pokazują, że nie zawsze można się tego ustrzec (zatrucie podczas mistrzostw wioślarskich w Poznaniu). Co więcej, Tajowie na rok przed Uniwersjadą oczyścili mokradła otaczające obiekty, żeby pozbyć się z nich rożnych gadów i gryzoni. Nie do końca im się to udało, bo były przypadki, że komunikacja w środku dnia stawała, z powodu krokodyla, który wyszedł na ulice z kanałów. Trudno, tam żyją krokodyle i nic na to nie poradzimy.

 Pomyślano wręcz o wszystkim.

 – Zdecydowanie tak. Najlepszym tego przykładem jest kwestia wyżywienia. Jedzenie zapewniły tajskie linie lotnicze, które najprawdopodobniej produkują najwięcej masowych posiłków. Przygotowano specjalne namioty, które w jednym czasie mogły wydawać 4 tys. posiłków. Łącznie w menu całej imprezy było 370 przepisów kuchni tajskiej i międzynarodowej, które specjalnie przygotowano tylko na potrzeby Uniwersjady. Dość powiedzieć, że w ciągu żadnego dnia nie powtórzył się ani jeden posiłek. Z racji moich obowiązków szczególnie przyglądałem się warunkom higienicznym panującym na stołówce. Także w tym aspekcie zachowano wszelkie środki ostrożności. Owoce myto wodą, która przechodziła 3 razy przez filtry bakteryjne. Pracownicy przebywali przez cały czas w maskach i rękawiczkach. Nie odnotowano żadnych zatruć przez 3 tygodnie. Jedzenie było genialne, a stołówka czynna przez 24h. Tylko Amerykanom nie pasowała tajska gastronomia. Z tego powodu wybrali się do jednej z sieciowych restauracji fast-food w centrum miasta… i zatruli się.

 Logistyka, gastronomia… Wszystko zorganizowane na bardzo wysokim poziomie. Pozostaje jeszcze kwestia zaplecza medycznego.

 – W tym aspekcie również pokazano klasę światową. Centrum medycznym było ambulatorium z 20-oma rożnymi specjalistami. Wiele karetek i całe 2 piętra uniwersyteckiego szpitala przeznaczono tylko na potrzeby sportowców. Kto chciał mógł nawet skorzystać z kwalifikowanego masażu tajskiego, wykonywanego przez masażystów posiadających Certyfikat Królewski.

 Rozmawiamy o organizacji wielkich imprez. Co Pan sądzi o medycznych przygotowaniach Wrocławia do Euro 2012. Podołamy temu zadaniu?

 – Tak, zdecydowanie. Nasze zaplecze jest nowoczesne, wystarczające a szpital przy ulicy Borowskiej to coś, czym można się pochwalić. Koledzy z innych krajów przecierają oczy ze zdumienia, mamy a oni jeszcze nie. Posiadamy tak nowoczesny sprzęt, że zazdroszczą nam tego sami Amerykanie, czego nie omieszkali mi powiedzieć podczas mojej niedawnej wizyty za Oceanem.

 Będzie pan uczestniczyć w tym przedsięwzięciu pod względem zawodowym?

– Jeszcze nie podano informacji kto dokładnie będzie odpowiadać za misję medyczną podczas Euro. Ale jesteśmy gotowi do podjęcia tego wyzwania ze względu na zdobyte wcześniej doświadczenie.

 Które zdobył  Pan min. w Harbinie.

– Zgadza się. Chiny nie są krajem sportów zimowych i organizatorzy mieli pełne ręce roboty. Podczas uniwersjady okazało się, że w Chinach nigdy nie organizowano zawodów w biegu zjazdowym. Z tego powodu przygotowania dotyczące tej dyscypliny były na najwyższym poziomie, a zainteresowanie tak ogromne, iż na zawody przyjechały władze państwowe z premierem na czele. Zresztą dla celów Uniwersjady zmodernizowano największe chińskie centrum narciarskie w Yabuli. Ośrodek ten oddalony jest od Harbinu o prawie 200 km.

 To nie za daleko od centrum Uniwersjady?

– Dla nich nie ma rzeczy niemożliwych. Pokonywanie różnych barier odbywa się różnymi sposobami, często nie do zaakceptowania np. kosztem sił tysięcy robotników. Jednakże, Chińczycy potrafią zrobić coś, co jest nieosiągalne dla innych. Wybudowali 200 km autostradę od Harbin do Yabuli. Dziennie tą drogą przejeżdża może kilkadziesiąt aut. Z tego powodu taką odległość pokonywaliśmy w niedługim czasie.

 Uniwersjada

Hriabin 2009. Otwarcie Uniwersjady

Organizacja na światowym poziomie.

– Warto w tym momencie powrócić do biegu zjazdowego, którego oni nie znali i nie do końca zdawali sobie sprawę, że prędkości rozwijane w czasie zawodów to niekiedy 130 km/h i to stwarza specjalne zagrożenia i wymusza specjalne zabezpieczenia. Trasę do pierwszego zjazdu w historii Chin, opracował niemiecki specjalista zajmujący się tym na co dzień ustalając trasy pucharu świata zawodowców. Ten Niemiec to typ służbisty zwracający uwagę na każdy element. Także z medycznego punktu widzenia; wiele problemów trzeba było specjalnie zaakcentować. Wraz z kolegami z Austrii i Szwajcarii uświadomiliśmy kolegom z Chin specyfikę zabezpieczenia medycznego biegu zjazdowego; rozmieszczenie patroli medycznych ich wyposażenie. Przeprowadziliśmy treningi symulujące akcje ratownicze w przypadkach urazów wysokodynamicznych. Wszystkie nasze uwagi i sugestie były realizowane niemal natychmiast. Gdy zapytaliśmy o helikopter medyczny, usłyszeliśmy, że lotnisko jest ale pół godziny drogi od stoku.; zaprotestowaliśmy. Co zrobili organizatorzy? Przenieśli lotnisko.

 Dla nich nie ma nic niemożliwego.

– I to potwierdzili na 3 dni przed pierwszym treningiem, kiedy w nocy przyszła wichura i zniszczyła 14 km siatek zabezpieczających. Następnego dnia rano podczas odprawy niemiecki specjalista mówi, że zawody muszą zostać odwołane. Główny organizator na początku nie wiedział o co chodzi, po czym wziął telefon i przez moment z kimś rozmawiał. Następnego dnia do Yabuli przyjechało 400 robotników, którzy gołymi rękoma pod okiem Niemca jeszcze raz przygotowali trasę. Wszystko o co ich prosiliśmy załatwiali w tempie ekspresowym. Gdy zapytaliśmy ich o kamizelki podciśnieniowe chroniące kręgosłup w czasie transportu na stoku,  za 2 dni sprowadzili nowiutkie kamizelki prosto z Austrii.

 Pokazali, że naprawdę im zależało na organizacji Uniwersjady.

 – To potwierdzali na każdym kroku. Podczas zawodów snowboardowego crossu jedna z naszych zawodniczek miała wypadek. Szybko przewieźliśmy ją do szpitala w celu zrobienia tomografii komputerowej. Przed budynkiem czekał komitet powitalny z telewizją i kwiatami.

 Można rzec polska gościnność.

 – Gdy dowiedzieliśmy się o miejscu organizacji igrzysk, zastanawialiśmy się jakie dokładnie jest Harbin. Powiedziano nam, że to takie polskie Zakopane. Okazało się, że Harbin zamieszkuje 12 mln ludzi. (śmiech) Zresztą, Harbin jest miastem o polskich tradycjach. Założyli je Polacy uciekający z białogwardyjskich armii. Do dzisiaj można tam odnaleźć polskie akcenty. Produkcję słynnego na całe Chiny browaru także rozpoczęli nasi rodacy.

 Naprawdę dobre to piwo?

 Nie jestem smakoszem, ale w porównaniu z innymi trunkami, wyróżniało się zdecydowanie na swoją korzyść.  Poza piwem Harbin jest słynne na cały świat z parku rzeźb lodowych.

Przy tej okazji warto wspomnieć o sytuacji panującej w Chinach. Polski ambasador tłumaczył nam, że Państwo Środka aktualnie jest w sytuacji podobnej do tej panującej w Stanach Zjednoczonych podczas rewolucji przemysłowej. Szybki postęp, dużo bogatych i biednych. Z tego względu wykorzystuje się tam każdą okazję do zarobku. Np. cena wspomnianego piwa wahała się od 10 centów do 30 dolarów amerykańskich za puszkę. Wszystko zależało od zamożności mieszkańców zamieszkujących teren, w którym robiło się zakupy.

 Z powodu warunków klimatycznych panujących w Harbinie, uniwersjada była wielkim wyzwaniem dla misji medycznej.

 – Powiedziałbym wręcz, że ekstremalnym. Od listopada do lutego średnia temp. w okolicach Yabuli wynosi od -20 do -30 stopni. Z tego powodu jeden bieg przełożono, gdyż temperatura spadła poniżej -22 stopni, co przy wiejącym wietrze wręcz wzmagało poczucie mrozu. Przepisy nie pozwalają na rozegranie konkurencji przy temp. niższej, niż wspomniane -22 stopnie.

 Tym bardziej wielką rolę odgrywa medycyna sportowa.

 – Z medycznego punktu widzenia to było niesamowite wyzwanie. Trenowanie w -30 stopniach przy wietrze to ekstremalna sytuacja. Jeden bieg nawet przełożono, gdyż temp. Spadla poniżej -22 stopni co nie zezwalało na rozegranie konkurencji. Zbyt duże zagrożenie dla zawodników.

 Tak dobrą organizacją, Chiny przede wszystkim chcą pokazać, że są przyjaznym krajem, nie tylko komunistycznym reżimem.

 – Proszę zauważyć, że Chiny organizują najważniejsze imprezy. Igrzyska Olimpijskie, Uniwersjady – w sierpniu letnia w Shenzhen. Wszystko budują od podstaw.

 Podobnie wygląda sytuacja w Katarze.

 – Jest to forma promocji kraju. Do organizacji wykorzystuje się najlepsze rozwiązania techniczne, angażuje się wolontariuszy, których w Harbin było 40 tys.

 Jak to zrobili?

 – Zapytałem o to samo. Odpowiedziano mi, że mieli problem z selekcją. Zgłosiło się 100 tys. chętnych. Wybrano najlepszych, znających języki obce i informatykę. Wolontariusze byli wszędzie. Pełnili dyżury w hotelach, gotowi do pomocy na każde skinięcie palcem. Identyfikowali się także z ekipami sportowymi. Zakładali nasze koszulki, zabierali flagi integrując się z nami.

 Uniwersjada w Belgradzie także zachowała ten bardzo wysoki poziom organizacyjny?

 – Belgrad zaskoczył nas całkowicie. Szczerze mówiąc obawialiśmy się podróży do tego kraju. Świeżo po wojnie, odizolowany, zapomniany. Jadąc przez Belgrad można zobaczyć zbombardowany szpital czy budynek telewizji. Uświadamiasz sobie nagle, że niedawno, w odległości 500 km od Wrocławia była wojna, ginęli ludzie. Pion medyczny podczas tej uniwersjady, miał do dyspozycji wolontariusza odpowiedzialnego za nas podczas poruszania się po mieście. To był młody chłopak, tuż po studiach, lecz bez perspektyw. Okazał się wspaniałym przewodnikiem. Opowiadał historię zbombardowania tego szpitala: jednego dnia urządzono demonstrację antyrządową, a w tym samym momencie, pod mostem przelatywała amerykańska rakieta tomahawk, która omyłkowo trafiła w szpital, a nie komendę policji. 

 Odczuwał Pan widmo wojny w codziennych rozmowach z mieszkańcami?

 – Wręcz przeciwnie. Uniwersjadę w Belgradzie zapamiętałem z niesamowicie ciepłej i radosnej atmosfery sportowego święta. Ludzie z całego świata integrowali się ze sobą, choć na początku wyczuwało się pewne animozje gdy podczas ceremonii otwarcia niektóre ekipy były witane gwizdami. Obawialiśmy się trochę przejawów nacjonalizmu serbskiego, na szczęście niepotrzebnie, bo atmosfera zawodów i imprez towarzyszących była znakomita. Aspekt pacyfistyczny spotkania odegrał wielką rolę. Jeszce raz okazało się że mieszanka sportu, zabawy , bezpośrednich kontaktów młodych , inteligentnych i wykształconych ludzi potrafi załagodzić nawet najostrzejsze waśnie i spory.

 Kreuje Pan zupełnie inny obraz Serbów od tego pokazywanego w mediach.

 – Dzięki takim imprezom poznaje się prawdziwe oblicze kraju. Młodzi ludzie zobaczyli jak często niesprawiedliwa jest medialna propaganda mówiąca, o tym, iż ktoś jest zły. Będąc na miejscu okazuje się, że wszystko jest zupełnie inne.

 Co Serbowie udowodnili zapełniając trybuny hal sportowych.

 – Frekwencja jak i organizacja Uniwersjady spełniła wszelkie oczekiwania. Obiekty sportowe zapełnione do ostatniego miejsca, zwłaszcza podczas meczów koszykówki – zarówno w trakcie finału jak i meczów eliminacyjnych rozgrywanych w miastach poza Belgradem.

 Zupełnie inaczej, niż chociażby w Turynie.

 – W Turynie, gdzie jest wiele sportowych atrakcji, Uniwersjada przeszła praktycznie niezauważalnie. Ludzie chodzą tam na mecze Juventusu i Torino, a krótkie sprawozdania z Uniwersjady można było znależć na 30tej stronie la Gazzetta dello Sport, po wynikach 4tej ligi piłki nożnej. A to tylko potwierdza, że organizatorami Igrzysk powinny być kraje, które naprawdę tego chcą. Dzięki tym igrzyskom zdaliśmy sobie sprawę z tego jak ważne jest właściwe informowanie uczestników o tym co się dzieje wokół.

 Tzn.?

 – U australijskiej pływaczki wykryto wirusa świńskiej grypy, co nie zostało w porę zakomunikowane. Informacja przedostała się do niemieckiej prasy, co wywołało obawy o dalszą przyszłość belgradzkiej Uniwersjady. Okazało się, że niepotrzebnie. Sytuacja była pod kontrolą, stale monitorowano zdrowotność ekip (codziennie wieczorem na spotkaniach sztabu medycznego składaliśmy szczegółowy raport o jakichkolwiek niepokojących objawach wykrytych u zawodników). Poziom zaplecza medycznego był imponujący; do dyspozycji uczestników Uniwersjady oddano słynny szpital Wojskowej Akademii Medycznej, znany z osiągnięć medycznych na skalę światową.

  Co Panu daje największą satysfakcję w pracy ze sportowcami?

  Praca ze sportowcami to wielkie wyzwanie  ale też wielka satysfakcja. Wysoki poziom motywacji sprawia , że wyniki leczenia są znacznie lepsze niż w innych grupach pacjentów. Chirurgia urazów sportowych to dziedzina wykorzystująca najnowocześniejsze techniki leczenia, które pózniej wykorzystujemy do leczenia szerszej grupy chorych. Wreszcie to najwspanialsze uczucie zadowolenia, kiedy widzisz swojego pacjenta stojącego na podium i zdajesz sobie sprawę , że masz spory udział w jego sukcesie.

  Dr Krzysztof Zimmer jest Kierownikiem Zakładu Medycyny Sportowej w Katedrze Chirurgii Urazowej i Chirurgii Ręki w Akademii Medycznej im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. W latach 1993-1997 pracował w Centrum Medycznym Uniwersytetu Kentucky. Szef polskiej misji medycznej na sześciu Uniwersjadach.

Część I-wsza wywiadu:

https://www.polishnews.com/index.php?option=com_content&view=article&id=2286:qdr-n-med-krzysztof-zimmer-wybitna-posta-polskiej-medycyny-sportowejq&catid=91:sport&Itemid=324