Wigilia w czasach komuny-rozmowa z panem Czesławem Gałką

Wigilia w czasach komuny-rozmowa z panem Czesławem Gałką

PRL-owska Wigilia, była czasem pełnym różnych kontrastów. Komuniści byli bogatą elitą, czego nie można było powiedzieć o przeciętnym Polaku. Wiadomym było jednak, że wszędzie były tak zwane „puste półki” i wiążące się z tym zjawiskiem wielkie trudności w zdobyciu jakichkolwiek towarów. Ale Wigilia zawsze była magicznym czasem jedności rodzinnej i staropolskiej tradycji.

Wspomnienia pana Czesława

– Szczególnie pamiętam wszelkie przygotowania przed Wigilią, na tak zwane „polowanie” na karpia i solone płaty śledziowe. Musiałem wówczas tak sobie ustalić godziny mojej pracy, aby „wystać” te ryby w ogromnie długich delikatesowych kolejkach- wtrąca pan Czesław. Moja mama musiała choćby miała stanąć na głowie, aby na wigilijnym stole było dwanaście postnych potraw. Wśród nich musiała znajdować się kapusta zasmażana na oleju, groch warzony z cebulą, ryby, kompot z suszu podawany z szeroko krojonym makaronem i drożdżowe ciasto. Prym na stole wigilijnym wiodły ręcznie robione ozdoby, a wśród nich gwiazdki papierowe i niciane aniołki- dodaje pan Gałka.

Ludowe wierzenia

– Nie można w tym miejscu nie wspomnieć też o obecności ludowych wierzeń i przesądów, takich jak chociażby obecność sianka pod obrusem, unikanie wszelkich sporów przy stole, a także wyglądanie pierwszej gwiazdki na niebie. Do dziś pamiętam jak mama po wieczerzy intonowała przy choince kolędy, a moja siostra z bratem niepostrzeżenie kradli z choinki cukierki. Pomimo skromności tamtych czasów, nie do rzadkości należały gwiazdkowe prezenty takie jak chociażby pomarańcze, czekolady, skarpety i rękawiczki robione na drutach, a nawet zdarzał się pod choinką wełniany dziergany również na drutach sweter-dopowiada pan Czesław.

Polak zawsze był sprytny

-Powszechny brak towarów w sklepach rzecz jasna wymagał nie lada sprytu w ich zdobywaniu na okres świąt. Kolejki wrosły wówczas w naszą rzeczywistość, zatem staliśmy w naszych sklepach osiedlowych całymi tygodniami, aby zdobyć cokolwiek, by święta grudniowe były godne i wesołe. Kolejnym polowaniem było polowanie na cytrusy, bo jakże tu pić herbatę w te wyjątkowe święta bez cytrynki- śmieje się nasz rozmówca.

Obowiązkowo pieczone jabłka moje babci

-Pamiętam, że obowiązkowymi daniami na wigilijnym stole, był barszcz z grzybami, śledzie, pierogi oraz kompot z suszu, ryby w galarecie, a także kasza gryczana z olejem lnianym. W czasach gdy gospodynią domową była moja babcia, pamiętam jak jej zwinne ręce, wyplatały na Boże Narodzenie pająki ze słomy, jako szczególne świąteczne dekoracje domu. A na Wigilię babcia jako pierwsze serwowała pieczone jabłka, których zapach wspominam do dzisiaj- kończy pan Czesław. Idziemy na Pasterkę-Po wigilii, nie było osobnika, który nie wyruszyłby na Pasterkę. Po drodze jedliśmy wszyscy zabrane ze stołu pierogi oraz makowe strucle. Śmiechu było wówczas co niemiara, a między innymi dlatego, że obrzucaliśmy się śniegowymi kulami, opowiadając sobie przy tym różne śmieszne historie. Chętnie też wtedy dzieliliśmy się ze sobą tym, jakie to paczki świąteczne dostały nasze dzieci z naszych zakładów pracy. Chyba ten fakt był najweselszym z wielu, ponieważ paczki te były często naszprycowane towarami, których nasze dzieci na co dzień nie miały możności oglądać- z uśmiechem kończy człowiek.

Ewa Michałowska- Walkiewicz

fot: Narodowe Archiwum Cyfrowe