„Chłop kardynałowi czerwonego kapelusza zazdrości”

Piotr Koryckiur. w 1965, teolog, dziennikarz, oficer Polski i Herceg-Bośni. Właściciel Genealogia Polska LLC (genpol.us)

Chłop kardynałowi czerwonego kapelusza zazdrości”

Z Piotrem Koryckim, uczestnikiem Konferencji East Coast 2026, rozmawia Marek Ruszczyński

– Uczestniczyłeś w konferencji „Emigracja niepodległościowa w USA wobec transformacji politycznej w Polsce w 1989 r.”, która odbyła się na początku czerwca w Atlantic City. Co spowodowało, że przybyłeś na nią aż z Polski?

– Jestem wystarczająco stary, aby rozumieć, że tylko współpracą różnych środowisk patriotycznych możemy uzyskać jakiś wpływ na rzeczywistość. Brak mi jakiejś siły sprawczej, aby samodzielnie inicjować takie procesy, ale już w zeszłym roku z zazdrością patrzyłem na uczestników Waszej pierwszej konferencji, na to, że mieli zaszczyt, szczęście i okazję w niej uczestniczyć. W tym roku udało mi się, w dużej mierze dzięki memu wspaniałemu koledze, Bolkowi Skowronowi z Karoliny Południowej. Ponadto swego rodzaju „błogosławieństwo” uzyskałem w Związku Oficerów Rezerwy Rzeczypospolitej. Prezes ZOR, płk Alfred Kabata, stara się energicznie realizować statut Związku, który zobowiązuje nas do uczestniczenia w wydarzeniach propagujących patriotyzm i służbę Ojczyźnie.

– Konferencja trwała trzy dni, miała wielu mówców, wielu gości z Polski i USA. Jak ją oceniasz?

– Trudne pytanie, bowiem Konferencję można oceniać bardzo dobrze i źle. Zacznę od końca. Oceniam źle, bo wyjechałem z niedosytem. Podobnie, jak przegłodzony człowiek, który dostanie obiad i któremu ciągle mało, bo długo nie jadł. Podobnie z Konferencją. Dostałem świetny „posiłek” duchowo-intelektualny, ale… było mało.

Konferencję można oceniać też bardzo dobrze, bo realistycznie. Trwała trzy dni, które były wypełnione „po brzegi”, dając wszystkim możliwość wymiany poglądów, wiedzy i doświadczenia. W przerwach była okazja osobistego poznania ludzi, których znało się nieraz tylko z ekranów telewizorów, a co najważniejsze, swobodnie z nimi porozmawiać i wymienić poglądy.

Czy można było więcej? Nie, organizatorzy zagospodarowali z pożytkiem dla uczestników każdą chwilę.

Konferencję, jak pokazuje doświadczenie, można oceniać nie tylko bardzo dobrze, nie tylko źle, ale nawet bardzo źle. Moim zdaniem tę ostatnią ocenę prezentują ludzie udowadniający, że stare przysłowie ciągle jest aktualne: „Chłop kardynałowi czerwonego kapelusza zazdrości”. Są tu ludzie, którzy z jakiegoś powodu sami nic nie zrobili, więc pozostaje im krytykowanie tych, którzy zrobili, co mogli.

– Czy temat przemian politycznych zapoczątkowanych w Polsce w 1989 r. budzi jeszcze dyskusje czy to już odległa historia? Jedna trzecia obywateli Polski urodziła się po 1989 r.

– Ten temat, siłą rzeczy, schodzi na dalszy plan. O tym rozmawiają głównie ludzie, którzy w tych wydarzeniach uczestniczyli lub ci, którzy starają się pod te wydarzenia podpiąć. Dla większości to już tylko historia.

– Wśród ludzi dobrze pamiętających tamten czas mieliśmy spór: Magdalenka, „okrągły stół” i wybory z 4 czerwca 1989 to zdrada, dla innych dobra decyzja. Warto było dogadywać się z komunistami? Można było zrobić to inaczej? Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

– W latach osiemdziesiątych działałem w ramach dość mało znanej organizacji paramilitarnej SGK „Piast”. My szykowaliśmy się do powstania narodowego, nie do okrągłych stołów z komunistami. W roku 1989 przeżywałem jakiś rodzaj rozdwojenia jaźni. Nasz komendant zezwolił nam na uczestniczenie w tych szczątkowych wyborach. Byłem członkiem Komitetu Obywatelskiego, rozklejałem plakaty, byłem w komisji wyborczej. Jednocześnie drukowałem i kolportowałem ulotki wzywające do bojkotu wyborów i krytykujące ugodę z komunistami. To, co przeżywamy obecnie, to moim zdaniem prosta konsekwencja układu ze sługami okupanta.

Piotr Korycki z ministrem Antonim Macierewiczem

– Jesteś wojskowym. Mamy generalnie dobre relacje Polska-USA, w tym umowy w sferze bezpieczeństwa energetycznego i wojskowego. Czy słuszne jest twierdzenie, że Stany Zjednoczone są jedynym gwarantem bezpieczeństwa Polski?

– Bardzo chciałbym wierzyć, że nasze sojusze są warte nadziei, jakie w nich pokładamy. My, Polacy, pamiętamy jednak rok 1939, jak i to, że w polityce nie ma sentymentów. Jeśli będziemy silni, to i przyjaciele się znajdą. Tak jest nie tylko w polityce, ale i w życiu każdego z nas. Komu się powodzi, ten i na brak przyjaciół nie narzeka. Niemniej, jeśli miałbym stawiać na jakieś państwo, to z pewnością byłyby to Stany Zjednoczone.

– Jak jest Polonia amerykańska, co o niej myślisz?

– Jeżdżąc po USA widzę nazwy miejscowości nawiązujące do wielu krajów europejskich, w tym nawet Rosji czy Niemiec. Nie miałem szczęścia dotrzeć do Warszawy czy Krakowa na ziemi amerykańskiej. W Polsce jest moda na światowość. Mamy place i ulice nazwane od postaci ważnych dla innych narodów i krajów. Jeśli w ich nazwiskach występują rodzime znaki, są one zachowane. W USA są ulice Kościuszki, Pułaskiego… tylko jakoś tak z pogardą dla pisowni.

Polonia amerykańska jest bardzo liczna. Niestety, jej wpływ na politykę jest symboliczny. Za krótko tu jestem, aby mówić autorytarnie o powodach takiego stanu rzeczy, ale myślę, że takie inicjatywy, jak ta z Konferencją mogę ten stan rzeczy zmienić na plus.

– Dziękuję.

Rozmawiał: Marek Ruszczyński

Fot.: archiwum