Jak znieważać kogoś w majestacie prawa …

Jak znieważać kogoś w majestacie prawa …

Motto: Są dylematy nierozwiązalne, choć każdy równy w prawie lecz nie każdego sąd zdoła ukarać za uczynkowe bezprawie.

Trzeba być idiotą, aby nagrywać filmiki, w których udaje się w brzydkiej cieczy zanurzyć urząd, osobę Prezydenta, Głowę Państwa. Szczególnie tego Prezydenta, który się nie kłania, nie jest samotnym wilkiem, ani natchnionym mnichem Nowej Epoki.

Reżyser, producent i sponsor

Chyba, że reżyser/producent owego filmiku ma sponsora, a więc: 1. scenariusz napisali mu na Łubiance, lub w okolicach, 2. zatwierdzili na Kremlu, 3. ten scenariusz wygląda na powielony i przekazany do użytku w przodujących w postępie ludzkości krajach jak: Francja, Niemcy i im podobni, 4. scenariusz został sprawdzony w Ameryce Środkowej i Południowej, Indiach, Kanadzie a nawet w USA. Zdaje się, że te historie powtarzają następcy wspomnianych poprzedników, więc postępują tak samo. Kiedyś nazywano to po imieniu (na potrzeby wywrotowe), a po dojściu do władzy agentów Wilhelma II tak, w celu zaspokojenia tzw. potrzeb postępu.

Opinie odbiorców

Czytelnicy, odbiorcy tych treści mogą mieć zdanie odmienne. Ale problem nie na tym polega. Współczesne państwo, powinno promować sensowne, odmienne poglądy np. w sprawie zmian klimatycznych, systemów ekonomicznych, opieki zdrowia, etc. Zatem: gdzie jest miejsce na cenzurę? Państwo, w tym państwo Kowalscy, nie ma wiele do powiedzenia ani w sferze praw fizyki, ani chemii, ani specjalnie ruchu planet na niebie. Gdzie jest ściema? Co cenzurować, jeżeli państwo nie ma nic do powiedzenia? Myliłby się ktoś, kto uważa, że państwo cenzuruje jak popadnie, jak chce, a nawet jak nie chce. Cenzurowaniem, zajmują się żywi ludzie (jeszcze nie AI), skrywający się często pod nazwą komitetów, ciał, instytucji, wydziałów. Ich finansowaniem natomiast, zajmują się podatnicy, za zgodą i ordynkiem swoich przedstawicieli ustawowych. Pełnia legalu! Ale co z sensem, z przydatnością w zakresie zapobiegania, nie mówiąc o resocjalizowaniu aby uniknąć powrotu do występku.

Zniewaga, obraza, anatema

A mówiąc o idiocie, który znieważa osoby poważne, szanowane, nie dajmy się zwariować. Nie dajmy sobie wmówić, że zniewaga, obraza, anatema jest postępowaniem wyłącznie niekulturalnym.

Są takie „kultury”, gdzie ten sposób bycia jest na porządku dziennym. Tamże używa się epitetów, które europejski, jak się dotąd wydawało krąg kultury nie dopuszcza do publicznego obrotu. Znawcy zagadnienia uważają, że o postępie w kulturze społeczeństwa można głosić, gdy do języka potocznego napływają określenia, świadczące generalnie o wiedzy społeczeństwa. Natomiast napływ określeń zaliczanych do klasy „przekleństw, judzeń, zbitek pojęciowych z marginesu społecznego”, jest świadectwem kulturalnej niemocy, a nawet upadku. Intelektualnego przede wszystkim. Poczekamy, aż społeczeństwo uzna, że skoro „wszyscy klną jak szewcy”, to osiągają wyższy poziom kultury. W ten sposób wywnętrzanie boleści na temat Głowy Państwa stanie sie zajęciem szlachetnym! Zanim ten „nowy ład” utrwali swój niechlubny byt wielu uzna, że inwektywy pod adresem Prezydenta są „zajęciem” wykonywanym na zamówienie przeciwników. Ze szlachtą, szlachectwem, szlachetnością zachodzi tu podobny związek, jaki ma „taniec z szablami” z tańcem zespołu Yun Tsu.

Uwłaczanie na legalu

Na pytanie: czy ten, który publicznie ujawnia, dzieli się ze swoimi uprzedzeniami, ma na to przyzwolenie? Robi to legalnie? A może działa tak, bo po prostu z tego żyje. Rzadko ktoś taki sięga po określenia, które „każdy sąd” może bez watpliwości uznać za uwłaczające. Bo stosuje wypowiedzi przygotowane przez fachowców – to znaczy smrodzi w zgodzie z prawem. Albo prawie.

Jakie środki mają osoby, które nie godzą się na działania, bezzasadnie uwłaczające godności innych? Z punktu widzenia prawa, jest to fenomen niezwykle skomplikowany; jak uczy doświadczenie, za to samo bezprawne działanie, ktoś może być uznany za winnego i skazany niezwykle surowo, a ktoś inny bardzo łagodnie lub wcale. Trudno inaczej, wymiar kary zależy od indywidualnych warunków zarówno strony podmiotowej (sprawcy) jaki i przedmiotu (czyn i jego bezprawność) i innych czynników, nie wymieniajac zasad polityki karania

Rzadko w publicznych przekazach porusza się elementy odpowiedzialności za zaniechanie przestrzegania prawa w sferze publicznej, przez osoby piastujące publiczne funkcje. Najczęściej zresztą osoby te pozwalają sobie na działanie nie tyle w granicach ile na pograniczu litery prawa i bezprawności. Ocena tych aktów należy do wymiaru sprawiedliwości. Obok tzw. ostrożności procesowej, spotyka się wąsko wyspecjalizowanych fachowców. A w końcu o czym mowa: o opluwaniu osób na świeczniku czy o unikaniu odpowiedzialności za te i podobne akty?

Reasumując, kto wymierza sprawiedliwość?

W momencie do którego dotarliśmy, zastanawiamy się nad odpowiedzialnością w sferze publicznej, gdzie znajduje się „nadawca wieści” oraz „ich odbiorca, albo odbiorcy”. Najsmutniejsze jest to, że przewlekłość sądowego postępowania rozzuchwala tych, którzy powinni w odpowiednim czasie ponieść odpowiedzialność za swoje bezprawne czyny. Po stronie odbiorców sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Szerokie rzesze obserwatorów powoli acz skutecznie przekonują się, że skoro publicznie można obrażać inną publiczną osobę, to zachodzi przyzwolenie na stosowanie tych lub podobnych obelg w osobistych sytuacjach. W przypadku braku zgody drugiej strony, można doczekać się przeciwdziałania, odwetu, często z użyciem siły albo niebezpiecznego narzędzia. Aż strach wspominać skutki! Tym bardziej, że obywa się to najczęściej bez angażowania wymiaru sprawiedliwości. Za to szybko, natychmiast.

Wniosek: celem opanowania i przeciwdziałania podobnym aktom przemocy konieczna jest powszechna edukacja społeczeństwa w zakresie skutków prawnych przestępstwa. Zarówno ściganego z urzędu, jak i z oskarżenia prywatnego (uwaga: koszty!).

Z inspiracji M.Bielskiego, BMZ/ USA 4/2 /2026