Jerzy Śliwowski
Przekazać wartość i znaczenie idei „Solidarności”
Z Jerzym Śliwowskim, członkiem organizacji Freedom and Solidarity, rozmawia Marek Ruszczyński
30 sierpnia 2026 r., w 46. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych i Polskiego Sierpnia’80, odbyły się z tej okazji uroczystości pod hasłem „Dnia Solidarności i Wolności”. Wydarzenie zorganizowano w Narodowym Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej w Doylestown w Pensywalnii (amerykańskiej Częstochowie). W uroczystościach wzięli udział przede wszystkim dawni działacze „Solidarności” i opozycji antykomunistycznej, w tym członkowie organizacji Freedom and Solidarity. Po Mszy św. miało miejsce spotkanie z byłymi działaczami oraz zaprezentowano wystawę poświęconą historii Sierpnia’80. Część wystawy przygotował członek Freedom and Solidarity, Jerzy Śliwowski.
Fragment wystawy przygotowanej przez organizację Freedom and Solidarity
– Kiedy przyjechałeś do Ameryki i w jakich okolicznościach?
– Przyjechałem do Ameryki w 1985 roku. To nie była emigracja polityczna, ale ekonomiczna. Tutaj miałem rodzinę i przyjechałem do rodziny. I tak zostałem.
– A nie żałujesz, że zostałeś?
– W sposób jednoznaczny nie mogę powiedzieć, bo nie wiem. Trudno jest odpowiedzieć. Przyjechałem sam i tylko po to, żeby odbić się ekonomicznie, zmienić samochód, mieszkanie… I wracałem do Polski, ale wcześniej dostałem pobyt, ale na początek był taki tymczasowy, zielona karta, „temporary green card”.
Namawiałem żonę, rozważaliśmy różne warianty i zdecydowaliśmy się, że cała rodzina przyjedzie i zobaczymy jak nam tutaj będzie się układało. I zostaliśmy, trzymając tę odskocznię w Polsce i dalej trzymamy. Czy żałuję? Nie, tutaj są dzieci, zdobyły dobre wykształcenie i mają superpozycję. To było chyba poświęcenie się dla przyszłych pokoleń. Jest też plus taki, że dzieci nie zrywają kontaktów z Polską i zachowują polskie korzenie. Na pewno ciężej było żonie i mnie, bo myśmy nie pracowali w swoich zawodach, tylko praktycznie o poziom niżej. Raczej nie planowaliśmy powrotu do Polski, choć takie myśli chodziły po głowie.. Tutaj są dzieci i wnuki, tutaj zostajemy, bo tutaj jest także nasze miejsce.
– Jesteś bardzo aktywny, jesteś działaczem, wykazujesz duże zaangażowanie. Dlaczego przyjechałeś do amerykańskiej Częstochowy na uroczystość związany z rocznicą podpisania Porozumień Sierpniowych?
– Żeby oddać hołd, przywrócić pamięć tamtych dni i przekazać to, co działo się w 1980 roku przyszłym pokoleniom i młodym ludziom, którzy nie byli w 1980 roku w Polsce i którzy nie widzieli oraz nie czuli entuzjazmu i radości, że przychodzi zmiana. Niestety, ta zmiana i ta cała radość była krótkotrwała. Przyjechałem po to, żeby zademonstrować oraz przekazać wartość i znaczenie idei „Solidarności”.
– Przywiozłeś na uroczystość wystawę. Jak do tego doszło?
– Wystawę przygotowała Freedom and Solidarity, czyli organizacja, do której należę. Organizacja sprowadziła wystawę z Instytutu Pamięci Narodowej, dużą wystawę. Z kolei my, jako członkowie, każdy z osobna, mieliśmy za zadanie przygotować coś we własnym zakresie, coś ze swojego regionu lub przynieść pamiątki z tego okresu i podzielić się z ludźmi, którzy będą w amerykańskiej Częstochowie i są tym zainteresowani.
Przyjęliśmy założenie, że to musi dotyczyć okresu tzw. karnawału solidarności. Chcieliśmy na tym się skupić, bo przeważnie każdy z nas ma wspomnienia dramatyczniejsze: stan wojenny, internowania, demonstracje.
Wystawa kończy się przed stanem wojennym i 13 grudnia 1981 roku. Pokazałem, a przynajmniej starałem się pokazać, jak to przebiegało w naszym regionie, regionie podlaskim.
To specyficzny region, nie ma na przykład dużego przemysłu. Zwróciłem się do Archiwum Państwowego w Białymstoku i doktora Marka Kietlińskiego, żeby mi pomógł jakieś materiały na tę wystawę przygotować. Marek bardzo chętne się włączył i podesłał dużo, bardzo dużo materiałów. Odpowiedział mi też na sporo pytań. Z materiałów, które Marek sugerował wybrałem dość dużo. Na przykład zrobiłem jedną planszę, która pokazuje jak w 1980 roku, po podpisaniu Porozumień Gdańskich, formowała się rzeczywistość na Podlasiu. Są pierwsze biuletyny i materiały, które docierały do mieszkańców. Mamy choćby biuletyn Akademii Medycznej, biuletyn filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku czy Politechniki Białostockiej. Jest też biuletyn wydawany przez Niezależne Zrzeszenie Studentów. Na końcu umieściłem biuletyn, który to wszystko spajał i bardzo szybko ukazał się w naszym regionie, czyli Region Białystok NSZZ „Solidarności”. Plansza przedstawia więc, jak przekaz był formułowany i przesyłany z zarządu na niższe poziomy.
Pokazałam też miejsca w Białymstoku, które są związane z „Solidarnością” w latach 1980-81, do grudnia 1981. Jest pomnik „Solidarności”, który można nazwać kolebką „Solidarności” w Białymstoku. To jest miejsce, gdzie był budowany kościół i został w końcu wybudowany, kościół Św. Kazimierza. Tam odbyło się poświęcenie sztandaru „Solidarności” Regionu Podlaskiego. Była to potężna uroczystość i w tym miejscu spotykaliśmy się w czasie stanu wojennego, bo wcześniej uroczystości odbywały się na terenie, gdzie jeszcze nic nie było świątyni, tylko fundamenty, jakieś wykopy i jedynie postawiono trzy krzyże, podobne do tych z Wilna. W stanie wojennym myśmy się spotykali w małych grupach, kilka razy uczestniczyłem w takich spotkaniach. Po jakimś czasie te msze zostały zlikwidowane. Ale spotykało się kilka lub kilkanaście osób, modliliśmy się i pokazywaliśmy, że „Solidarność” istnieje. W miejscu, gdzie powstał kościół, w 1996 r. jeden z działaczy „Solidarności” przypomniał owe krzyże i postanowiono zbudować pomnik „Solidarności”. Mamy więc takie serce, jakby kamień związany łańcuchem jako symbol „Solidarności”. W środku umieścił trzy krzyże, które tam początkowo stały, trzy krzyże na wzór tych z Wilna, które pojawiły się w czasie mszy przy poświęceniu sztandaru „Solidarności”. To jest wizytówka naszego miasta na chwałę bohaterom.
Pokazałem pomnik bitwy białostockiej z 1920 r., pod którym ludzie o nastawieniu patriotycznym się spotkali. Cały czas opiekunem i patronem tego miejsca jest „Solidarność”, które oddaje cześć bohaterom 1920 roku. Są tam zamieszczone loga „Solidarności” białostockiej, Regionu Podlaskiego, pierwsze logo oraz drugie umieszczone po 1996 roku po zbudowaniu pomnika.
Na wystawie pojawiło się jeszcze jedno zdjęcie, które przedstawia mural. Jest to mural na jednym z budynków w Białymstoku, przedstawiający strajk Fabryki Przyrządów i Uchwytów, w którym istniała jedna z silniejszych organizacji solidarnościowych. We wrześniu 1980 roku władze ignorowały ten strajk i pracownicy zdecydowali się wyjść na ulice. Mural pokazuje, jak pracownicy ze sztandarem wychodzą na ulice i jest cytat z Jana Pawła II: „Solidarność to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie”. Papież powiedział te słowa podczas swojej trzeciej pielgrzymi do Polski, w Gdańsku, w czerwcu 1987 roku.
Oczywiście, takich i podobnych dokumentów zgromadziłem więcej, ale nie wszystkie dało się zaprezentować na wystawie.
– Jakie to dokumenty?
– Posiadam pierwsze biuletyny, w tym Biuletyn Informacyjny numer jeden. Są biuletyny z posiedzeń komitetów strajkowych, na przykład Akademii Medycznej, czy zarządu regionu „Solidarności”. Znalazły się w nich informacje o sytuacji w kraju i o prowokacjach. Cały czas odbywały się w regionie spotkania i trwały dyskusje jak mają się zachować, jak się odnieść na przykład od przesilenia bydgoskiego. Mam informator z posiedzenia Zarządu Regionu, takie wiadomości bieżące. To są takie materiały wewnętrzne, które były drukowane w biuletynach. Niektóre znalazły się na wystawie. Jeszcze raz chcę podziękować Archiwum Państwowemu w Białymstoku, dyrektorowi doktorowi Markowi Kietlińskiemu, który bardzo mi pomógł w zorganizowaniu wszystkiego i obiecał pomoc w następnym etapie, a będzie on obejmował czas po wprowadzeniu stanu wojennego. Bo taką wystawę też zrobimy i nasz region będzie bogatszy. Pojawią się na przykład księża Jerzy Popiełuszko i Stanisław Suchowolec, bo to są synowie ziemi podlaskiej.
– Dlaczego angażujesz się w działalność patriotyczną na emigracji? Co Cię motywuje?
– Chyba przede wszystkim ten patriotyzm i chęć przekazania idei zapisanej na pomniku, który zbudowaliśmy w amerykańskiej Częstochowie. Pomnik Bohaterów Walki o Niepodległość po 1944-45 roku i „Solidarności” przekazuje słowa:
„Walka o wolność, gdy się zaczyna,
Z ojca krwią spada dziedzictwem na syna,
Sto razy wrogów zachwiana potęga
Skończy zwycięstwem.”
To wszystko jest wyniesione z domu rodzinnego, z opowiadań rodziców, wujków. To te przestrzelone i powykręcane ręce, powyrywane paznokcie, to tortury… Poznawałem to jak dorastałem, poznawałem tych ludzi, często to byli moi sąsiedzi, kuzyni; wcześniej nie docierało do mnie, dlaczego wujkowie mają tak bardzo powykręcane ręce. Dopiero jak dorosłem, to prawda się odsłaniała. Opowiadano o torturach, opowiadano jak było po drugiej wojnie światowej. To wszystko burzyło moją psychikę, przedtem nie rozumiałem co się działo, czasami ukradkiem coś się podsłuchało. W końcu zrozumiałem na czym polegał komunizm, co spowodowało, że aktywnie włączyłem się w działalność w Polsce, a potem na emigracji. W latach 80. uczestniczyłem w Nowym Jorku w demonstracjach przed ONZ, przed konsulatem PRL; od początku pobytu tutaj byłem zaangażowany. Motywuje mnie patriotyzm i chęć przekazania historii młodszemu pokoleniu, utrwalenia jej. Bardzo mi zależy, aby naszą historię przekazywać w szkołach polonijnych. Mieliśmy już takie spotkania w kilku szkołach. To takie zasiewanie ziarna, które kiedyś wykiełkuje i zostanie zapamiętane.
– Dziękuję.
Rozmawiał: Marek Ruszczyński
Zdjęcia: Adam Więckowski


