Foto: rp.pl
Redakcja „Polish News” wspomina czterech uciekinierów z obozu koncentracyjnego
Brawurowa ucieczka z Auschwitz
Osiemdziesiąt cztery lata temu, doszło do brawurowej ucieczki czterech więźniów z nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Dokładnie dnia 20 czerwca 1942 roku, w esesmańskich mundurach przy wykorzystaniu niemieckiego samochodu, postanowili uciec na wolność Kazimierz Piechowski, Eugeniusz Bendera, Stanisław Jaster oraz Józef Lempart.
Kazimierz Piechowski na okładce Biuletynu IPN „Pamięć.pl” nr 6/2012 ///dzieje.pl
Zainicjowali ucieczkę
Pomysłodawcami tej niezwykłej ucieczki, byli Piechowski i Bendera. Kazimierz Piechowski razem ze Staszkiem Jasterem pracował w magazynach SS. Znajdowały się one w niedalekiej odległości od macierzystego obozu Auschwitz I. Eugeniusz Bendera, był świetnym mechanikiem samochodowym. On naprawiał auta Niemców zatem w celu sprawdzenia jak one jeżdżą po naprawie, próbował on ich jazdy po terenie obozu w miarę takich potrzeb. Józef Lempart, to katolicki zakonnik z Wadowic, zaś Staszek Jaster to harcerz i Akowiec, który w swojej ucieczce upatrywał wyniesienia na wolność raportów Witolda Pileckiego. Lempart i Bandera, zatrudnieni byli w znajdujących na terenie obozu, niemieckich garażach.
Nic do stracenia
W miesiącu maju 1942 roku, Gienek Bendera dowiedział się, że znajduje się jego nazwisko na liście więźniów przeznaczonych do zagazowania. Ucieczka zatem była jego jedyną szansą na życie. Jednak wszyscy wiedzieli, iż ucieczka z obozu Auschwitz I była właściwie absolutnie niemożliwa. Piechowski tak naprawdę nie chciał słyszeć o ucieczce, ale jako jedyny w grupie świetnie znający język niemiecki, w końcu się zgodził. Zatem w miarę możliwości, Eugeniusz Bandera zaplanował, że wykradnie samochód samego komendanta obozu. Ale rzecz jasna uciekinierzy potrzebowali jeszcze esesmańskich mundurów ze wspomnianego wcześniej magazynu. Zatem tą sprawą mieli zająć się Kazek Piechowski z Jasterem, którzy dodatkowo załatwili jeszcze broń. Przyszli uciekinierzy, postanowili zatem uciec 20 czerwca, a to była sobota. Po południu załoga SS w KL Auschwitz szykowała się do weekendowego wypoczynku, zatem ten termin był doskonały.
Rollwagenkommando
Piechowski i Bandera postanowili uciec ale tak, by nie doprowadzić tym samym do represji wobec innych kolegów z komanda. Za każdego bowiem uciekiniera esesmani mordowali dziesięć całkowicie niewinnych osób. Wymyślili zatem, że utworzą oni fałszywe „komando pracy”. Gdyby ucieczka się nie udała, nie musiano by nikogo przypadkowego ukarać. Wszelki transport na terenie obozu, odbywał się jak wiadomo siłą ludzkich mięśni. Zatem czterech uciekinierów, stworzyło fałszywe tak zwane Rollwagenkommando (komando ciągnące wózek), a najmniejsze takie komando musiało być złożone akurat z czterech osób.
Sobota po pracy
W sobotę po zakończonej pracy kapo przyprowadził więźniów z powrotem do obozu. Stamtąd uciekinierzy przeszli do wspomnianego magazynu. Wzięli zatem mundury no i rzecz jasna broń. Kazimierz Piechowski, znając jako jedyny z grupy język niemiecki, ubrał na siebie mundur oficerski. Pozostali mieli na sobie mundury niższych szarży. Gienek Bendera wyprowadził z garażu auto marki Steyer 220 i szybko podjechał pod wspomniany magazyn. Nawet jak go dostrzegł strażnik z wieżyczki obserwacyjnej nie zareagował, ponieważ Gienek ubrany był w esesmański mundur.
Nieszczęsny szlaban
Ostatnią przeszkodą ku upragnionej wolności byli strażnicy obsługujący szlaban, przy uliczce wiodącej od obozu. Strażnik jednak widząc nadjeżdżający samochód, nie podnosił szlabanu w górę. Wtedy wszyscy uwierzyli, że z Auschwitz nie da się uciec. Uciekinierzy w myślach już żegnali się ze swoimi rodzinami. Jednak Piechowski oberwał nagle w ramię silne uderzenie od Józka, siedzącego z tyłu za nim. Kolega krzyknął…Kazek zrób coś…Zatem Piechowski otworzył drzwi samochodu, pokazując niby to przypadkiem swoją szarżę oficerską na pagonie i krzyknął na strażnika, że jest dupkiem ponieważ nie podnosi on przed jadącym samochodem szlabanu. Strażnik szybko podniósł szlaban, zatem ucieczka się udała. Tylko Polak tak potrafiłby zrobić.
Wysłali Niemcy, wysłali też Polacy
Jak nietruduno się domyśleć, władze obozowe rozesłały szybko listy gończe za grupą zbiegów. Uciekinierzy też wysłali do władz obozu prześmiewczy list z podziękowaniem za pożyczenie świetnego samochodu. Niemcy zabili w drodze odwetu matkę Lemparta i rodziców Jastera. Dla pozostałych więźniów obozu, ucieczka ta była wydarzeniem, które podniosło ich niesamowicie na duchu. A jednak…udało się.
Ucieczka ta miała miejsce za wiedzą przywódcy „obozowego ruchu oporu” Witolda Pileckiego, który przez Stanisława Jastera pseudonim Hel, przekazał do dowództwa AK swoje „raporty z Auschwitz”.
Ewa Michałowska -Walkiewicz