Na naszych oczach rodzi się legenda
Historia ma taką swoją specyfikę, że przechodzą do niej często jako legendy wydarzenia, które nie powinny się tam nigdy znaleźć. Dochodzi do tego wtedy, gdy polityka chce historię wykorzystać w instrumentalny sposób. I tak szturm motłochu na kilku inwalidów i sfatygowanych weteranów strzegących Bastylii urósł do wydarzenie tej skali, że w jego rocznicę odbywają się pompatyczne parady. Do rangi symbolicznego warchoła wyniesiono posła ziemi trockiej Władysława Sicińskiego, za to tylko, że zaprotestował przeciwko łamaniu prawa.
Słowa „ja nie pozwalam na prolongatę!” to było nic innego jako opowiedzenie się za poszanowaniem ustanowionego prawa. Dziś jest to przykład pieniactwa i głupoty Polski sarmackiej. Oswoiliśmy się już z obrzydzaniem nam tych kart historii, z których powinniśmy być dumni.
