Poznajmy Grzegorza Frąckowiaka- muzyka z czterdziestoletnią karierą, obywatela dwóch kontynentów 

Grzegorz Frąckowiak

Poznajmy Grzegorza Frąckowiaka- muzyka z czterdziestoletnią karierą, obywatela dwóch kontynentów 

Rozmowa z Grzegorzem Frąckowiakiem muzykiem, który w czasie swej ponad 40-to letniej kariery, grał z wieloma orkiestrami symfonicznymi będąc jednocześnie klarnecistą, saksofonistą, wokalistą, keyboardzistą, nauczycielem, biznesmenem a na co warto zwrócić uwagę, jest on obywatelem dwóch kontynentów. 

Od Redakcji „Polish News” 

Drodzy Czytelnicy, w tym wywiadzie pragniemy przedstawić wam osobę, która zasłużyła sobie na to, aby jego ponad 40-to lenia praca w dziedzinie muzyki została poznana i doceniona. A przede wszystkim, by świat dowiedział się o tym, jakich wspaniałych ludzi Polska utraciła w wyniku emigracji z powodu nierealnego systemu politycznego, w którym przyszło nam żyć po II – giej wojnie światowej. Nasza rozmowa miała miejsce w West Palm Beach, FL w kwietniu 2026 roku. 

Krystyna Teller: Grzegorzu, będąc z urodzenia Polakiem, wyemigrowałeś najpierw do Włoch, później do Kanady oczywiście jako już ukształtowany muzyk. Nasi Czytelnicy zapewne chcieliby poznać bliżej koleje Twojego losu. 

Grzegorz Frąckowiak: Wyjechałem z Polski najpierw do Włoch, a następnie, po ponad rocznym pobycie we Włoszech, podjąłem decyzję o emigracji do Kanady. W 1984 roku jadąc z Polski do Włoch, moją intencją było osiedlenie się w tym kraju. Ponieważ w poprzednich latach regularnie jeździłem do Włoch, aby brać udział w Międzynarodowym Festiwalu Orkiestrowym im.” Fedele Fenarolli” w Lanciano i przy okazji poznałem język tego kraju i jego kulturę. Podczas ostatniego mojego pobytu we Włoszech, otrzymałem propozycję przyjęcia stanowiska profesora klarnetu, co było dużym wyróżnieniem dla mnie, gdyż wszyscy inni profesorowie byli werbowani ze słynnej “La Scali”. W Polsce ukończyłem właśnie studia muzyczne, znałem już troche Włochy, więc szybko podjąłem decyzję o pozostaniu tam. Oprócz propozycji pracy, ciągnęła mnie do Włoch ciekawość głębszego poznania tradycji i kultury mieszkańców tego kraju. Los jednak sprawił, że krajem, który zasponsorował moją emigrację była Kanada. 

K.T.: Reasumując, to wszystko o czym mówisz, złożyło się na podjęcie decyzji o emigracji do Kanady? 

G.F.: Tak.  …tak było.

K.T.: Opowiedz nam jak kształtowała się muzyczna ścieżka Twojego życia? Może prościej, od kiedy zacząłeś interesować się muzyką, która stała się jednym z najbardziej ważnych elementów W Twoim życiu? 

G. F.: Jako zaledwie 6-cio letni chłopiec, pod presją moich rodziców zostałem uczniem Podstawowej Szkoły Muzycznej w Gdyni w klasie skrzypiec. Skrzypce nie były dla mnie trafnym wyborem i po czterech latach uczęszczania do tej szkoły, przerwałem moją naukę. Początkowo cieszyłem się, że w końcu będę mieć czas na zabawę i granie w piłkę z kolegami, ale szybko okazało się, że tych kolegów na podwórku nie było, ponieważ każdy z nich miał inne zajęcia pozalekcyjne. Żeby coś zrobić z wolnym czasem, jako dziesięciolatek wróciłem do szkoły muzycznej z tą różnicą, że tym razem sam wybrałam instrument, na którym chciałem się uczyć grać. Wybrałem zatem klarnet. 

K.T.: Dlaczego klarnet, przecież on należy do instrumentów dętych, a twój pierwszy instrument był strunowy. Mogłeś równie dobrze wybrać kontrabas, lub wiolonczelę?

 G.F.: Stało się to troszkę przez pomyłkę – gdy słuchałem gramofonu, który mieliśmy w domu, na jedynej płycie jaką posiadaliśmy w tamtym czasie, spośród różnych brzmień muzycznych wyróżniało się takie charakterystyczne ,, kwakanie”, które bardzo, ale to bardzo mi się podobało. Zapytałem siostry – na jakim instrumencie uzyskuje się taki efekt? Siostra odpowiedziała mi, że na klarnecie (choć później okazało się, że była to trąbka). I tak mimo, że już od ponad 50 lat gram na klarnecie i poznałem różne techniki muzyczne możliwe do wykonania na tym instrumencie, W dalszym ciągu nie nauczyłem się wspomnianego wcześniej ,, kwakania”. 

Po mojej decyzji o powrocie do szkoły muzycznej rodzice jasno postanowili, że nie będzie z ich strony żadnych nacisków. Powiedziano mi wprost: ,, Twoja sprawa, twój wybór”. Zrobiłem zatem wszystko, aby im udowodnić, że potrafię dotrzymać słowa. Zacząłem się więc uczyć na nowym instrumencie, no i oczywiście intensywnie ćwiczyć. Mając 15-16 lat, będąc uczniem Średniej Szkoły Muzycznej w Gdańsku -Wrzeszczu zdecydowałem, że zostanę muzykiem. Szkołę Muzyczną Il stopnia w Gdańsku -Wrzeszczu, ukończyłem w cztery lata z wyróżnieniem pomimo, że przeskoczyłem rok. W tej szkole byłem uczniem profesora Andrzeja Pietrasa, który był także wykładowcą na Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku. 

K. T.: Gdzie, kiedy i z kim zagrałeś swoje pierwsze solówki?

G. F.: Jeszcze we wspomnianej szkole średniej zagrałem „ Drugi Koncert Klarnetowy Karola Marii von Webera” z akompaniamentem orkiestry. Na kilka miesięcy przed podjęciem nauki na studiach, pojechałem na obóz muzyczny do Włoszakowic gdzie wykonałem z Orkiestra Gdańskiej Akademii Muzycznej, “Koncert B-Dur na klarnet i orkiestrę Karola Kurpińskiego”. Potem była ,,Praska Wiosna”. Jako student pierwszego roku Gdańskiej Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki wziąłem udział w eliminacjach do konkursu Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego ,, Praska Wiosna”, które odbywały się w Warszawie. Eliminacje te wygrałem i pojechałem do Czechosłowacji aby reprezentować Polskę na tym festiwalu. Wprawdzie nie zdobyłem jakiegoś prestiżowego miejsca, ale sam udział był już dla mnie wielkim zaszczytem. Festiwal ,, Praska Wiosna” jest po dzień dzisiejszy jednym z najbardziej prestiżowych wydarzeń muzyki klasycznej w Europie, a początki jego sięgają roku 1946-go. Następnie brałem udział w różnych konkursach muzycznych zdobywając m.in. nagrodę na konkursie muzyki kameralnej w Białymstoku.

Wszystkie studenckie wakacje spędzałem na obozach muzycznych. Najpierw w Blankenburgu w niemieckich górach Harzu, a potem w Lanciano we włoskim Abruzzo. Na tych kursach miałem okazję zagrać dwukrotnie koncert dla ś.p. Papieża Jana Pawła II, co miało miejsce w 1983 roku w Rimini (Włochy) z orkiestra festiwalową im.” Fedele Fenarolli” z Lanciano. Publiczność liczyła ponad 8 tysięcy słuchaczy, a graliśmy tam pierwszą symfonię Gustava Mahlera zatytułowaną “Titan”. W następnym roku występowałem w papieskiej letniej rezydencji “Castel Gandolfo” z orkiestrą kameralną. 

Będąc na trzecim roku studiów, dostałem propozycję pracy na pełnym etacie w Operze Bałtyckiej w Gdańsku. Grałem tam na dwóch instrumentach: klamecie i klarnecie basowym, jednocześnie rzecz jasna kontynuując naukę na studiach dziennych. Później przyszedł czas na moje końcowe egzaminy na studiach, które ukończyłem z wyróżnieniem. Zaraz po zagraniu ostatniego recitalu egzaminacyjnego, wyjechałam do Włoch. Nawet nie zdążyłem odebrać dyplomu, zrobiła to za mnie moja mama. 

K. T.: Jak zaklimatyzowałeś się we Włoszech i jakie były początki życia młodego muzyka Polaka w tym kraju? 

G.F.: Wyjeżdżałem do Włoch z myślą, że tam już pozostanę. Aby przetrwać udzielałem prywatnych lekcji gry na instrumentach. Uczyłem w większości fortepianu ale również klametu i skrzypiec. Grałem w lokalnym “zespole dętym” objeżdżającym okoliczne miejscowości, uświetniając tym samym lokalne święta. Grałem także we włoskiej orkiestrze o nazwie ,, LA BANDA Di LANCIANO”. Graliśmy co jest istotne w różnych miejscowościach, gdzie nie docierały orkiestry symfoniczne. Nasza orkiestra grała muzykę klasyczną, operową i symfoniczną na instrumentach dętych. To tradycja włoskiego południa, gdzie partie smyczkowe są przetransponowane na instrumenty dęte, a partie solowe w ariach operowych grane są na trąbce lub innym instrumencie dętym. 

Takie orkiestry są tam bardzo populame, służą one do krzewienia kultury szczególnie na południu Włoch, gdzie małe miasteczka nie miały swoich orkiestr symfonicznych, a nasza „Banda Di Lanciano” docierała wszędzie. Graliśmy często po 2 koncerty dziennie na przykład o północy graliśmy koncert na “La Piazza Principale”, który potrafił się przeciągnąć do 4-tej nad ranem. Zaś już o 9-tej rano byliśmy w innej miejscowości oddalonej często od poprzedniej o 300 lub 400 kilometrów, aby tam zagrać marsze i popularne melodie regionalne, partycypując w ten sposób w “la Questa” czyli zbiórce dotacji na wieczorne świętowanie. Po południu, kto się wcześniej nie wyspał w autobusie, mógł się zrelaksować w specjalnie dla nas wynajętych kwaterach, a już o północy zaczynał się kolejny koncert. Dzięki tej tradycji, każdy Włoch znał na pamięć linię melodyczną wszystkich Oper Giuseppe Verdiego, Giacomo Pucciniego, Pietro Mascagniego, Ottorino Respighiego, czy też ważniejsze dzieła Dimitria Szostakowicza, Piotra Iljicza Czajkowskiego czy też Igora Strawińskiego. Z tą orkiestrą grałem w okresie od lutego do lipca, a od lipca pracowałem już na Międzynarodowym Festiwalu Orkiestrowym im “Fedele Fenarolli”. 

Przyjęcie weselne w klubie golfowym w Toronto

K. T: Po rocznym pobycie we Włoszech wyemigrowałeś do Kanady, czy od razu zostałeś zatrudniony jako muzyk? 

G.F.: Po przyjeździe do Kanady przez pierwsze dwa lata oprócz pracy w Arnaldo’s School of Music, nie miałem zbyt wielu okazji żeby prezentować moje umiejętności. 

K. T.: Byłeś zatrudniony w szkole, w jakim charakterze i gdzie? 

G. F.: Otrzymałem pracę w portugalskim sklepie “Amaldo’s Music w Toronto”. Właściciel sklepu nie był muzykiem, ale założył prywatną szkołę muzyczną, która urosła do ponad 350 uczniów i mnie przydzielił zaszczytną funkcję kierowania tą szkołą i koordynowania zespołu kilkunastu nauczycieli. Mieszkając w Toronto, postanowiłem nawiązać kontakt z tutejszym muzycznym światem. W Konserwatorium Muzycznym, poradzono mi abym skontaktował się z pierwszym klarnecistą Toronto Symphony Orchestra, którym był Joaquin Valdepeñas. Zadzwoniłem więc do niego, wyjaśniając, ze moim życzeniem jest być jego studentem. Na co otrzymałem odpowiedź, że jeżeli mam zamiar być jego studentem, muszę usłyszeć jak on gra i zaakceptować jego styl. Poszedłem więc na jego recital, który mi się bardzo spodobał i tak zostałem jego studentem.

Po jakimś czasie, za jego namową podjąłem studia magisterskie na Uniwersytecie w Toronto, aby otrzymać dyplom „Master of Music in music performance”, ( Magister w zakresie wykonawstwa muzycznego), polskie 4-letnie studia były tu interpretowane jako licencjat (bachelor degree). Dyplom magisterski otrzymałem po 10-ciu miesiącach, chociaż inni rodowici Kanadyjczycy potrzebowali na to dwa lata. W międzyczasie ukończyłem też remont mojej pierwszej posiadłości. 

Po otrzymaniu upragnionego dyplomu, zacząłem brać udział w festiwalach muzycznych. Byłem dwa razy na corocznym festiwalu muzyki klasycznej ,, Aspen Music Festival” in Colorado. Brałem także udział w festiwalu muzyki kameralnej pt. „ Kent – Blossom Music Festival”. W Blossom Music Center w Cuyahoga Falls, Ohio miałem okazję zagrać z Cleveland Symphony Orchestra, orkiestrową wersje “Pictures at an exhibition” Modesta Musorgskiego w instrumentacji Rimskiego Korsakowa. Kolejnym Festiwalem, w którym wziąłem udział był festiwal w Nowej Szkocji (Nova Scotia) w Kanadzie. Na ten Festiwal pojechałem po to, aby spotkać się z amerykańskim profesorem Robertem Marcellusem, który był pierwszym klarnecistą w Cleveland Symphony Orchestra i był uznawany za najlepszego specjalistę od przygotowywania muzyków do gry w Orkiestrach Symfonicznych. 

Koncert muzyki klasycznej – w programie Koncert Klarnetowy Karola Kurpińskiego i Contest Piece, Henri Rabaud Op. 10

K. T.: Czy miewałeś okazję aby grywać w Toronto w mieście, w którym mieszkałeś? 

G. F.: Tak. Grywałem z Toronto Symphony Orchestra, gdzie przez rok zastępowałem drugiego klarnecistę ze specjalnością klarnetu basowego. Z tą orkiestrą miałem zaszczyt wystąpić w jednej z najbardziej prestiżowych sal koncertowych świata, a mianowicie w Nowojorskiej Carnegie Hall. Zaprezentowaliśmy tam “Piątą Symfonię” Dmitrija Szostakowicza pod dyrekcją naszego ówczesnego dyrektora artystycznego Güntera Herbiga. Na przestrzeni 7-miu lat mojej współpracy z tym zespołem grałem pod batutą wielu sławnych dyrygentów, na przykład takich jak: Andrew Davis, Jukka – Pekka Saraste, Mario Bernardi czy Peter Oundjian i u boku sławnych solistów takich jak: Ben Heppner, Yo – Yo Ma, czy Jessye Norman. Miałem też możliwość nagrywania z nimi różnych arcydzieł muzyki klasycznej. Jeden sezon grałem też z Canadian National Ballet Orchestra i z tą właśnie orkiestrą, byłem na tourneé po wschodnich prowincjach Kanady takich jak; Quebec, Nowy Brunszwik, Nowa Szkocja, Nowa Fundlandia i Labrador. Grałem też w orkiestrze operowej Canadian Opera Company, z Niagara Symphony Orchestra oraz z mniejszymi orkiestrami w Ontario.

Koncert muzyki polskiej w Living Art Center w Mississauga (Ontario, Kanada)

W Toronto była również polska orkiestra „Toronto Sinfonietta”. Na uwagę zasługuje fakt, iż pomagałem dyrygentowi Maciejowi Jaśkiewiczowi tworzyć tę orkiestrę. Kilka razy grałem tam solo m.in. Karola Kurpińskiego: „ Koncert- B-dur na klarnet i Orkiestrę oraz W. A. Mozarta” – Koncert na klarnet i Orkiestrę – A – dur KV 622. 

W Toronto, mamy również polonijną orkiestrę “Celebrity Orchestra”, której organizatorem i dyrygentem jest dr Andrzej Rozbicki. Jest on wspaniałym organizatorem i tworzy największe polonijne koncerty muzyki rozrywkowej w Kanadzie. Dla atrakcji, sprowadza on najlepszych solistów z Polski. Ostatni koncert, w którym brałem udział zgromadził tysiąc trzysta osób, chociaż koszt biletów wynosił $l50. Grałem w nim jako solista słynną Polkę “Dziadek” zwana także “Clarinet Polka”. 

 

 Polka “Dziadek” zwana także “Clarinet Polka” w wykonaniu Grzegorza 

K. T.: Oprócz grania w Symfonicznych Orkiestrach, czym się jeszcze zajmowałeś? 

G. F.: Oprócz tego, że dużo grałem to zawsze uczyłem prywatnie swoich studentów, do których najpierw dojeżdżałem, a potem zacząłem ich uczyć w domu. Na koniec wynająłem dwie sale w kościele i zatrudniłem drugą nauczycielkę i w ten sposób powstała moja szkoła “Runnymede School of Music”. Z czasem uczniów zaczęło przybywać więc postanowiłem, ze otworzę sklep i Szkołę Muzyczna w jednym budynku. Otworzyłem zatem „Toronto Music Center”, który był sklepem z pełną gamą instrumentów strunowych takich jak: skrzypce, wiolonczele, kontrabasy, gitary – klasyczne, akustyczne, elektryczne i basowe. Tradycyjne pianina oraz elektroniczne, keyboardy, organy, wszystkie instrumenty dęte, perkusyjne i sprzęt nagłośnieniowy plus wynajem i naprawa instrumentów oraz strojenie pianin i fortepianów. Szkoła zatrudniała dwunastu nauczycieli specjalistów w swoich dziedzinach i szkoliła ponad 250 uczniów. 

Polskie Swięto w Toronto 2025

Prowadząc swój biznes, trochę mniej grałem z orkiestrami, aczkolwiek wziąłem udział w wyjeździe do Grecji z muzykami z “Toronto Symphony Orchestra”. Zagraliśmy kilka koncertów w Thessalonikach, które w tych czasach były “kulturowa stolicą Europy” 

K. T. : Cały czas potrafiłeś łączyć biznes, grę w orkiestrach i nauczanie ? To chyba było duże zobowiązanie dla Ciebie ? 

G. F. Tak. Jakoś mi się to udawało i lubiłem tę różnorodność. w pewnym momencie, pomimo iż miałem kwalifikacje nauczycielskie z Polski, postanowiłem dodatkowo zrobić kursy nauczycielskie w Toronto, no i z czasem zdobyłem Certyfikat Nauczycielski. Mając już takie kwalifikacje, uczyłem przez pewien czas dla “Toronto i York Board of Education”.

Około roku 2000, wyprowadziłem się z Toronto tym razem bardziej na północ, czyli do Collingwood. Tam wspólnie z żoną prowadziliśmy różne biznesy i dodatkowo uczyłem na pełnym etacie w High School dla “Simcoe Muskoka Catholic School Board”. 

K. T.: Zakończył się więc w twoim życiu etap grania muzyki klasycznej z różnymi orkiestrami, ale ogólnie z muzyki nie zrezygnowałeś nigdy. Jaką muzykę grasz obecnie i jak do tego doszło? 

Prywatne przyjęcie

 Przyjęcie Walentynkowe

G. F.: Obecnie koncentruję się na jazzie i muzyce tanecznej, przychodzi mi to z łatwością i doskonale to czuję. Muzykę popularną zacząłem grać, kiedy jeszcze mieszkałem w Polsce. Grałem trochę jazz w “Big Bandzie” Jurka Partyki przy Młodzieżowym Domu Kultury w Gdańsku, jak również muzykę ludową z Zespołem Pieśni i Tańca, którego właścicielem była znana w tamtych latach Spółka Akcyjna Skarbu Państwa „DALMOR” w Gdyni. Po przyjeździe do Kanady również grałem ten rodzaj muzyki z austriackim zespołem”Blue Danube “, w ich klubie w Toronto. Grałem też ze szkocką orkiestra wojskową, “The Band of 48th Highlanders of Canada”, gdzie występowałem ubrany w szkocki unifonn. Od czasu do czasu, grywałem również muzykę rozrywkowa z włoskimi zespołami. Mówiłem po włosku, śpiewałem w tym języku, nie było więc żadnych przeszkód.

Żeglarska biesiada

Będąc Polakiem, byłoby niewybaczalne dla mnie gdybym nie grał też polskiej muzyki rozrywkowej. Grywałem więc z różnymi polonijnymi zespołami. Między innymi z “Mr. System”, “Klasyk Band”, “Pol-Ital” (polonijno -włoski zespół), z którymi grałem na weselach, sylwestrowych zabawach i różnych innych imprezach. Po przeprowadzeniu się do Collingwood, byłem bardzo zajęty w biznesie i nie miałem czasu na ćwiczenie i na podróże do Toronto, więc zaniechałem grania. Po 20 -stu latach będąc już na emeryturze, postanowiłem wrócić do grania i obecnie zaczynam od nowa, zatem przygotowuję mój nowy repertuar. 

K. T: W tytule wywiadu przedstawiam Cię również jako saksofonistę. Grywasz na instrumencie, który fascynuje swoim brzmieniem i występuje w kilku wersjach. Którą wersję saksofonu Ty wybrałeś, altowy, sopranowy, tenorowy czy barytonowy i dlaczego? 

G. F.: Jeszcze w Polsce, jak grałem w “Big Bandzie” zaczynałem na saksofonie altowym, choć przez krótki okres musiałem też zastąpić kolegę na barytonowym. Mój pierwszy saksofon w Toronto odkupiłem od polskiego muzyka Wojtka Kałuży. Był to saksofon altowy “Selmera” tzw. Mark Vl. Wojtek był moim dobrym kolegą i mi go odstąpił wtedy za pół darmo. Po kilku latach zmieniłem go na instrument marki “Conn” i dokupiłem sobie też saksofon tenorowy marki “Guardala” Niedawno zmieniłem mój saksofon altowy z powrotem na “Selmera” serii 54 i dokupiłem jeszcze saksofon sopranowy marki “Theo Wanne”. W połączeniu z moimi klarnetami, a mam ich 4 -ry, (Bb, A, altowy i basowy) to już tworzy cały muzyczny arsenał… 

K.T.: Na którym najbardziej lubisz grać? 

G. F.: Muszę przyznać, że saksofon altowy jest moim ulubionym instrumentem, ale obecnie przygotowuję repertuar na wszystkie te instrumenty i zobaczę, gdzie mnie ta muzyczna przygoda poniesie. 

K. T. : Na jakich dodatkowych instrumentach grasz poza klarnetami saksofonami? 

G. F: Gram jeszcze na instrumentach klawiszowych (keyboardach). Klawiszy używam wtedy, kiedy muszę sobie zaakompaniować gdy śpiewam. 

Występy z Non Stop Stompers Dixieland 

K. T. : Instrumenty, które wymieniłeś: klarnet, saksofon, są instrumentami używanymi do grania rodzaju muzyki jakim jest Jazz. Więc jaki gatunek występujący w Jazzie Ty wybrałeś? 

G. F.: Dobrze czuję się interpretując muzykę DIXIELAND, którą grywam w Toronto z grupą o nazwie “Non Stop Stompers”. Jest to grupa, która ma wspaniałego trębacza w osobie Andrzeja Penkula, puzonistę/keyboardzistę Wojtka Bochenka, akordeonistę Eugeniusza Calaka, na tarce/perkusji gra także Wiesiek Szczepaniak, grającego na gitarze/ banjo/ vocal – Zbigniewa Dębowskiego, zaś żona Andrzeja pani Grażyna jest świetną wokalistka. Lubię z nimi grać, mamy różne plany, a być może na przyszły rok wystąpimy z tą grupą w USA. 

Występy z Non Stop Stompers Dixieland 

KT: Grając Jazz, co bardziej ci “ leży”, Swing, czy Smooth Jazz? 

G.F: Bardzo lubię Swing, choć niestety dzisiaj już nie jest tak bardzo populamy. Mniej się teraz słyszy i widzi ludzi tańczących w tych rytmach, na parkietach różnych klubów. Ja wciąż jeszcze grywam Swing i utwory takie jak “ All of Me”, czy też “In The Mood”. Ale warto jest w tym miejscu wspomnieć, że gram też kawałki Glenna Millera, Franka Sinatrę, Binga Crosby’ego, ale już nie tak często jak bywało to dawniej. Dzisiaj bowiem ludzie chcą słuchać czegoś innego. Ja staram się przystosować do obecnych trendów, urozmaicam zatem swój repertuar. Gram więc Smooth Jazz, muzykę latynoską. czy Disco Polo, tylko po to by ci, którzy lubią tę muzykę mogli się świetnie bawić. 

K.T: Jako muzyk potrafisz płynnie połączyć grę na saksofonie, keybordzie i do tego włączasz wokal . Jak to wszystko koordynujesz tworząc zarówno spokojny, efektowny a zarazem dynamiczny show? 

G.F: Wybieram i dobieram repertuar do danego wydarzenia, na którym będę grał. Dobór instrumentów zależy od rodzaju muzyki, którą mam grać. Większość dzisiejszych popularnych muzyków i grup, używa tzw. podkładów czyli muzykę, która była nagrana wcześniej a wykonawca dogrywa swój wokal lub musi dośpiewać swoją partię na żywo. Ja też robię to, kiedy gram na instrumentach dętych. Natomiast gdy śpiewam używam keyboardu, na którym aranżuję na bieżąco wybrane style muzyczne. Więc mam troszkę więcej kontroli i swobody nad tym co gram. Mogę więc zmieniać harmonię, wydłużyć piosenkę jeśli widzę, że ludzie się dobrze bawią. Mogę też zaimprowizować jakieś “medley”, czyli mieszankę fragmentów różnych utworów.

K.T: Występując, kiedy “dmuchasz” w klarnet lub saksofon, myślisz tylko o przekazie dźwięków zapisanych w nutach i ich harmonii, czy też zdarza się, że myślisz także o publiczności, dla której grasz? 

G.F: Muzyk musi przyciągać publiczność i trzymać ją w napięciu, by wywołać ten “ rajc”, czyli nastrój, aby ludzie się dobrze bawili. Nie gra się przecież dla samego siebie. Bywa też, że gdy zaczynam grać coś nowego i zauważam, że nie ma odpowiedniej reakcji wśród odbiorców, kończę i zmieniam szybko na inny utwór, który poderwie publikę do tańca. 

KT: Czyli nie trzymasz się repertuaru, który przygotowujesz sobie wcześniej na daną imprezę? 

G.F.: Staram się, ale równocześnie jestem elastyczny. W moich interpretacjach lubię być dynamiczny czyli kontrastować ciche i spokojne zwrotki z głośniejszymi lub dramatycznymi refrenami. Robię to żeby zainteresować publiczność i pobudzić ja do wspólnej zabawy. 

 Towarzyskie spotkanie mieszkańców osiedla i nie tylko w Lake Worth, FL. Specjalna dedykacja muzyczna dla Krystyny Teller z okazji Urodzin

K.T.: Wspomniałeś w naszej wcześniejszej rozmowie, że od kilku lat spędzasz pól roku w południowej Florydzie w okresie kiedy jest zima w Kanadzie. 

G.F.: Tak. Uciekam przed zimą, odpoczywam i wchłaniam w siebie promienie florydzkiego słońca, które pozwalają mi by zdrowo przeżyć następne pół roku w Kanadzie, gdzie tego słońca nie ma za wiele zimą. Lubię również tutejszą Polonię, szczególnie ludzi należących do Amerykańsko – Polskiego Klubu SOBIESKI w Greenacres, którego jestem członkiem.

Kiedy bywam na Florydzie dużo udzielam się społecznie w tym klubie m.in. wspomagałem Jurka Tabora w jego funkcji w zarządzie klubu, podłączałem i sterowałem nagłośnieniem w czasie imprez jak również grywałem dla nich. Mam nadzieję, że nasza współpraca dalej będzie owocna i będzie się rozwijać. Aby nie tracić kontaktu z muzyką, grywam też dla przyjaciół i na imprezach organizowanych przez inne kluby i organizacje.

 K.T: Jesteś więc zapraszany do innych ośrodków polonijnych na Florydzie, tak? 

G.F.: Bywałem i nadal jestem zapraszany do m.in. Klubu POLONEZ, na Florydzie oraz do Vero Beach, a także do Port Charlotte, North Port i Venice. Mam tam też wielu przyjaciół muzyków. Spotykamy się tam od czasu do czasu i grywamy razem tzw. “ Jam Sessions” i mamy nasze Dolce Vita! 

K.T.: Załóżmy, że któraś z organizacji polonijnych działających w USA lub z osób prywatnych, nie wykluczając obywateli polskich chciałaby Cię zaprosić abyś swoją muzyką uświetnił ich uroczystości, które oni organizują, jak oni mogą to zrobić? 

G.F: Powinni się ze mną skontaktować, pisząc do mnie na email: gfrackoWiak60@gmail.com

lub dzwoniąc na # (+1) 705-443- 0554 

KT.: Jaki jest twój ulubiony sposób na relaks i na odstresowanie się? 

G.F.: Jestem zapalonym grzybiarzem i jak tylko grzyby zaczynają rosnąć, to nie ma nic, co mogłoby mnie powstrzymać od pójścia do lasu. Kolejnym moim hobby, to wędkarstwo. Jak ,, ryba bierze. . .”, to mnie tam ciągnie. Oprócz tego, dużo czasu spędzam w sadzie i ogrodzie. Mój szwagier posiada duży sad i ogród, sam nie daje rady się nim zajmować, więc moja kontrybucja jest mile widziana. Praca w ogrodzie pomaga mi w utrzymaniu dobrej kondycji fizycznej i umysłowej.

Grzegorz Frąckowiak i koncert dla gości na ulubionym klarnecie w Dniu Urodzin w klubie SOBIESKI

 K.T.: Oprócz klasyki jakiej muzyki lubisz słuchać? 

G.F. Lubię słuchać muzyki z lat 70- 80-tych, która pomaga mi wrócić do wspomnień z tych lat, w których dojrzewałem do dorosłego życia. 

 Urodziny Grzegorza Frąckowiaka w klubie SOBIESKI, na Florydzie, 2026. Urodzinową kartę z podpisami wszystkich gości wręczyła Jubilatowi p. Krystyna Wilson  

KT: Dziękuję za rozmowę. Życzę dalszych sukcesów i proszę nie zapominaj o tym, że Floryda czeka na Ciebie.