„Król i dama”
Król kier na damę oczy skierował,
Lecz nie chce króla dama pikowa.
Płomiennych uczuć kiera unika
Bo jej serduszko pika dla pika.
Lech Konopiński
Na początek trochę historii…
Dzień Zakochanych sięga czasów rzymskich. Wywodzi się od pogańskich tzw. luperkalii, obchodzonych przez ówczesnych pasterzy, którzy podczas nich prosili bogów o zapewnienie płodności ziemi, zwierzętom i ludziom. Najważniejszym „gwoździem programu” było wyciąganie przez młodzieńców z urn losów z imionami dziewcząt, które przeznaczył im ślepy los na przyszłe żony. Zwyczaj ten wraz z legionami rzymskimi zawędrował na Wyspy Brytyjskie, gdzie z czasem uległ znacznemu przeobrażeniu. Kościół, walcząc z pogańskimi obrzędami, włączył go do uroczystości chrześcijańskiej – obchodzonego 14 lutego dnia św. Walentego. Święty ten był męczennikiem, który ok. 269 r. poniósł śmierć jako biskup Terni pod Rzymem w czasach cesarza Klaudiusza II Gota. Często wbrew woli cesarza rzymskiego, udzielał młodym parom ślubów i z tej przyczyny stał się patronem zakochanych.
Legenda głosi, że Św. Walenty uzdrowił ze ślepoty córkę jednego ze sług cesarskich i doprowadził do nawrócenia całej jego rodziny. To sprowadziło na niego gniew władcy, który kazał biskupa bić maczugami, a późnej ściąć. W miejscu, w którym męczennik został pochowany, już w IV w. papież Juliusz I kazał wznieść bazylikę. Za sprawą historii świętego, ale także legend z nim związanych, kult świętego biskupa rozszerzył się szybko w całej chrześcijańskiej Europie. W Polsce czczony był od dawna. W wielu polskich diecezjach znajdują się kościoły pod wezwaniem tego świętego. W Krobi, w archidiecezji poznańskiej znajduje się nawet sanktuarium św. Walentego, gdzie przechowuje się jego relikwie. Jest też patronem diecezji przemyskiej, a jego pieczy powierzono Limanową. […]