Praworządność à la carte
Filolożka i filozofka. Posłanka na Sejm IX i X kadencji. Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Walki z Wykluczeniem Transportowym. Autorka felietonów „Pisane lewą ręką”, które ukazują się w każdą sobotę we „Wszystko co Najważniejsze”.
Ryc. Fabien CLAIREFOND
Wartości są coś warte dopiero wtedy, kiedy trzeba za nie zapłacić polityczną cenę. Standard, którego przestrzegamy wyłącznie wtedy, gdy uderza w przeciwnika, nie jest żadnym standardem, tylko tak jaskrawym przykładem hipokryzji, że aż razi w oczy – pisze Paulina MATYSIAK
Wpolskiej polityce zasady mają zadziwiająco krótki termin ważności. Zwłaszcza te, które zaczynają przeszkadzać rządzącym. Jeszcze dwa lata temu większość sejmowa przekonywała, że Trybunał Konstytucyjny trzeba odpolitycznić. Jednym z narzędzi miała być czteroletnia karencja dla osób pełniących najważniejsze funkcje polityczne. Minister, sekretarz czy podsekretarz stanu nie miał przechodzić niemal prosto z rządu do Trybunału. Cztery lata dystansu miały dawać choćby minimum gwarancji, że sędzia TK nie będzie po prostu kolejnym politykiem z nową wizytówką. Brzmiało rozsądnie. Sama zresztą za tym głosowałam.
Tyle że najwyraźniej był to standard dla innych. Maciej Berek został 14 sierpnia 2026 r. odwołany ze stanowiska ministra do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Tę samą datę nosi zgłoszenie jego kandydatury do Trybunału Konstytucyjnego. Nie minęły cztery lata, ani nawet miesiąc. Polityczny dystans od rządu trwał w tym przypadku mniej więcej tyle, ile potrzeba na zmianę stanowiska w dokumentach.
I tu zaczyna się pełen hipokryzji spektakl. Można oczywiście powiedzieć, że ustawa z czteroletnią karencją nie weszła w życie, więc formalnie nie ma przeszkody. Tylko że spór nie dotyczy tego, co wolno, lecz tego, jakie wartości się wyznaje, o czym jeszcze dwa lata temu mówili obecni rządzący. Jeżeli czteroletnia karencja miała być elementem odpolitycznienia Trybunału, to co takiego wydarzyło się przez dwa lata, że nagle przestała być potrzebna? Odpowiedź jest brutalnie prosta: tym razem przeszkadzałaby w powołaniu własnego człowieka.
Jeszcze bardziej wymowny jest sprzeciw organizacji społecznych. Dziewięć z nich zaapelowało o wycofanie kandydatury Macieja Berka. Nie dlatego, że kwestionują jego wiedzę prawniczą czy osobistą uczciwość. Problemem jest jego bezpośrednie i bardzo świeże zaangażowanie w działalność obecnej władzy. Wśród krytyków tej kandydatury znalazły się m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacja im. Stefana Batorego, Panoptykon, Forum Obywatelskiego Rozwoju i Sieć Obywatelska Watchdog Polska. To te same środowiska, na których opinie obecna większość chętnie powoływała się wtedy, gdy krytykowała poprzedników.
Kiedy organizacje społeczne mówią, że PiS łamie standardy, są autorytetem. Kiedy mówią względem obecnej władzy to samo, to już najwyraźniej przestają nim być. Tak właśnie wygląda praworządność à la carte. Standardy są dobre, dopóki dotyczą przeciwników. Kiedy trzeba zastosować je do siebie, nagle pojawiają się wyjątki, szczególne okoliczności i argument, że przecież prawo formalnie na coś pozwala. Po latach demolowania zaufania do Trybunału Konstytucyjnego rząd mógł przyjąć jedną bardzo prostą zasadę: nie będziemy robić tego, co sami tak długo krytykowaliśmy. Na tym polega problem polskiej polityki. Każda kolejna władza ma świetne argumenty przeciwko nadużyciom poprzedników i równie świetne usprawiedliwienia dla własnych. Tamci robili gorzej, teraz sytuacja jest wyjątkowa, prawo przecież nie zabrania, tym razem trzeba… i tak dalej, i tak dalej. I w ten sposób, krok po kroku, wszyscy przyczyniają się do demontowania państwa prawa.
Wartości są coś warte dopiero wtedy, kiedy trzeba za nie zapłacić polityczną cenę. Standard, którego przestrzegamy wyłącznie wtedy, gdy uderza w przeciwnika, nie jest żadnym standardem, tylko tak jaskrawym przykładem hipokryzji, że aż razi w oczy.
Sejm finalnie kandydaturę Macieja Berka do TK przyjął, ja głosowałam przeciw. W koalicji znalazło się kilku odważnych, niektórzy wyjęli karty do głosowania. A co z tymi, którzy praworządność odmieniali przez wszystkie przypadki? Im jakoś ręka przy głosowaniu nawet nie zadrżała.
Paulina MATYSIAK
Źródło:
https://wszystkoconajwazniejsze.pl
